wtorek, 17 lutego 2015

Podsumowanie ferii i sposób na poprawę humoru


Ferie 2015 w moim wykonaniu skończone, podsumowując były bardzo fajnym okresem. Życzę dobrej zabawy kolejnej turze, w tym wszystkim dziobkom w Zakopanem!
Od wczoraj powoli szykuję się do wiosny, mam nadzieję, że pogoda nie zrobi mi psikusa i w kwietniu nie 'sypnie śniegiem', wręcz przeciwnie każdy dzień będzie coraz cieplejszy! 

Na moim ask-u ktoś poprosił abym opisała te wolne dni. Wiele do powiedzenia nie mam i wydaje mi się, że zmieszczę się w kilku zdaniach. 
Jak to ja, zaczęłam je troszkę wcześniej, bo już w czwartek, ale niestety zaczęłam je też z lekkim przeziębieniem, choć można powiedzieć, że "wyszło mi to na zdrowie" gdyż w tym czasie mogłam przejrzeć różne oferty angielskich uczelni, wybrać kierunek, dowiedzieć się o formalnościach, poznać parę osób oraz PRZEDE WSZYSTKIM przećwiczyć materiał z angielskiego i zacząć pracować nad przykładowymi testami IELTS. 

 Rozrywkowa wersja ferii zaczęła się w pierwszą środę z Olą, a potem poleciało jak z górki.... na spontanie pojechałam do Nicoli, gdzie spędziłam z tym czubkiem  piękny weekend, jedyny mój błąd to bilet powrotny. Jak wam już pisałam skończyłam książkę, zdążyłam się zauroczyć w dwóch osobach, hahah (oczywiście przyjmijcie to na zabawnie). Drugi tydzień był jednym, wielkim, wspaniałym szaleństwem. Urodziny Patrycji będę wspominać bardzo dobrze, ale już wiemy, że Belfast jest dla nas za drętwy, haha. 
Miałam okazję iść na film pt."Pięćdziesiąt twarzy Greya",który polecam, jednak chyba liczyłam na coś więcej i oczywiście zdenerwowałam się, gdy film uciął się na tak wzruszającej scenie. Piątkowy wieczór spędziliśmy w Patio, na retro. Zaliczam do udanych, wydaje mi się, że impreza była nawet lepsza niż w sobotę, mieliśmy więcej emocji. Za to w sobotę widziałam 'miłość swojego życia' hahah...  Walentynki, waledrinki, waletyłki- jak kto woli, były bardzo udane, aż chyba powiem, że czekam na kolejne, haha. 
Nasze hasło przewodnie: BYLE DO WEEKENDU, BYLE DO ŚWIĄT, BYLE DO MAJA.... a w maju, to już z Olą robimy wakacje, haha...

Przepiękną miałam dzisiaj pogodę, dodatkowo skrócone lekcje, więc ten wolny czas, który zazwyczaj wypełniam nauką, postanowiłam spędzić na moim ukochanym balkonie... To był jeden z moich najlepszych pomysłów w ostatnim czasie. Wcześniej musiałam się uczyć od razu po powrocie ze szkoły (dosłownie od razu), ale od wczoraj stwierdziłam, stop... muszę się najpierw odstresować. 
Zrobiłam sobie kawę, wzięłam telefon, słuchawki, pyszną czekoladę, kocyk no i Kubusia (bo ten się pcha wszędzie), usiadłam na krześle i pozwalałam promykom słońca ogrzewać moją twarz... Stwierdzenie wtorku: słońce jest najlepszym antydepresantem.  Po raz kolejny zrozumiałam, jak miło by było mieszkać w Australii. Już dawno nie było mi tak dobrze, przy okazji przypomniałam sobie wspaniały okres wakacji i po prostu zaczęłam dziękować za wszystko co mam, wdzięczność to najlepsze co możesz dać. Przez ten czas naładowałam się dawką pozytywnych emocji i postaram się teraz robić to jak najczęściej. Spróbujcie tego sami, znajdzie chociaż chwilę czasu, żeby spokojnie usiąść na słonku, wyciszyć się lub włączyć swoją ulubioną muzykę, zamknąć oczy i wyobrazić piękne rzeczy, których pragniecie, przypomnieć ostatnio przeżyte, dobre chwile, twarze ukochanych ludzi, podziękujcie sobie i wszystkiemu dookoła... doprowadzicie się do stanu, w którym zaczniecie się śmiać sami do siebie, doceńcie każdą najmniejszą drobnostkę, aby być szczęśliwszym. Wszystko co masz jest darem, ogromnym darem, twoje ręce, nogi, usta, oczy, rzęsy, brwi, krzesło, dom, balkon, słońce, śpiew ptaków, jedzenie, picie, słuch... nie jestem wstanie wymienić jak wiele rzeczy jest DAREM, który otrzymujemy, a tak często go niedoceniany. 
Zatem mam dobrowolną pracę domową od Orzika, jeśli będzie jutro ciepło i nad twoją głową zawita mój 'antydepresant', poświęć chwilę na relaks i wdzięczność, choćby 5 minut :) 














Moja dzisiejsza 'playlista': 

Love me like u do, love me like u do...






Już nic nas nie zatrzyma















poniedziałek, 9 lutego 2015

Sekret


"Tylko bądź, w każdy dzień i w każdą noc"

"To już tyle lat niosę cały świat, dla Ciebie."


Uwielbiam jeździć pociągami. Szczególnie pod wieczór, szczególnie pociągami Kolei Śląskich - najlepsze! Ale teraz nie o jakości, lecz o tym, jak ja spędzam takie podróże.
Dzięki temu, że jakiś czas siedzę w pociągu, z słuchawkami w uszach, mogę czytać moje wspaniałe książki oraz pisać opowiadania, wyobrażać sobie różne scenki, nie wiem czemu, ale podczas podróży te rzeczy przychodzą mi o wiele łatwiej. Dzisiaj wracając od Nikoli <pozdrawiam> zdążyłam skończyć kolejną wspaniałą książkę i nawet nie wiecie jaka radość od niej mnie przepełniała, jaką czułam miłość. Wszystko po prostu jest wypełnione moją miłością, mogę mieć wszystko czego pragnę. Siedziałam w tym pociągu i myślałam o rzeczach, które kocham, śmiałam się z najdrobniejszych drobnostek, podziwiałam maluchy siedzące koło mnie i wszystko emanowało miłością... to jest takie uczucie, którego nie można wyrazić tylko słowami, to trzeba poczuć i taka szczęśliwa i wdzięczna, jak byłam w tym pociągu, chcę być zawsze i będę. 
Po powrocie poszłam z Olą do Kościoła, gdzie też poczułam, że to wszystko jest piękne, jestem magnesem, który przyciąga to o czym myśli, a jednocześnie mam wsparcie Boga, który mnie kocha...i albo ten wpis wyda wam się kiczowaty i przesłodzony, albo zaintrygujecie się tym co tu pokażę.

 Można powiedzieć, że trochę w swoim życiu już przeszłam, ale teraz to już jest przeszłość, to są stare myśli, które po prostu odeszły. Jednak uświadomiłam sobie dziś, że gdyby nie te wszystkie złe rzeczy, które się wydarzyły, nie byłabym tutaj, nie myślałabym tak jak myślę, nie miałabym większości tych wspaniałych rzeczy i nie przeczytałabym tak wspaniałych książek, które potrafiły zmienić cały mój światopogląd, dały mi nadzieję i wiarę. Wydaje mi się, że jeszcze wcześniejszą rzeczą <osobą> która też doprowadziła mnie do mojego  dzisiejszego miejsca, jest Kuba. To dzięki niemu/ przez niego Bóg stał mi się bliższy, od Kuby przejęłam jakiś mały wzór, który sama dalej sobie opracowałam, a dzięki wierze w Boga, doszłam do kolejnych rzeczy i nie dałam się sobie załamać. Czasem tak sobie myślę, że to nie był przypadek, że Bóg tak chciał, przy tym dając mi wszystko, czego w tej sprawie szczerze pragnęłam. Czasem nie mogę uwierzyć w to,co mam. Nie mogę uwierzyć, że kocham tak wspaniałych ludzi, a oni kochają mnie. Marzenia się spełniają, jeśli tylko naprawdę w nie wierzysz i chcesz ich. 

Szanowni państwo przedstawiam wam: "The Secret"- Sekret- Rhonda Byrne, czyli kolejną książkę, która udowadnia mi prawo przyciągania, prawo miłości. Polecam wszystkim, bo naprawdę jeśli dobrze ją zrozumiecie, może wam ona uświadomić wiele rzeczy. Szczególnie polecam tym zagubionym i przygnębionym, tym którzy nie umieją się podnieść. 
Jeśli komuś czytać się nie chce, ale chciałby dowiedzieć się o tym czegoś więcej, na podstawie książki nakręcony jest film. Wersja dla leniuszków.  W poprzednim rozdziale wstawiłam wam cytaty z tej książki oraz trzy najważniejsze rzeczy, które prowadzą do otrzymania, więc nie będę się powtarzać, dam niektóre cytaty, których jeszcze nie było, a resztę musicie doczytać sami :)

"Sekret jest odpowiedzią na wszystko, co było, co jest i co kiedykolwiek będzie."- Ralph Waldo Emmerson 


"Możesz teraz robić, co chcesz, mieć co chcesz, i być czym chcesz-wszystkim, co ludzie uznali w Twoim przypadku za niemożliwe"- Morris Goodman


"Istota polega na tym, że musisz myśleć o obfitości, widzieć obfitość, wierzyć w obfitość. Nie pozwól, by myśl o ograniczeniach kiedykolwiek nawiedziły Twój umysł."- Robert Gollie


"Powiem Ci coś, a jest to jedna z najtrudniejszych i jednocześnie najwspanialszych prawd, jakie można pojąć. Pamiętaj, że bez względu na charakter trudności, bez względu na to, gdzie występuje i kogo dotyczy, chodzi wyłącznie o Ciebie; nie pozostaje Ci nic innego, jak tylko przekonać samego siebie o prawie, której objawienia pragniesz."- Charles Haanel

"Siła"- to kolejna część Sekretu. W tej książce autorka pokazuje nam siłę, która w nas drzemie. Przedstawia nam, jak przyciągnąć to, czego chcemy. Lubimy czytać - Siła

"Dawajcie, a będzie wam dane. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie."- Jezus 


"Nie trać ani chwili na żale. Żałowanie błędów przeszłości jest jak powtórne infekowanie się nimi."-Nerille Goddard


"Oto cud, którzy przydarza się tym, którzy kochają naprawdę: im więcej dają, tym więcej posiadają."- Rainer Maria Rilke







piątek, 30 stycznia 2015

Jeśli czegoś naprawdę pragniesz, wysyłasz miłość w wszechświat


I won't give up on us 

God knows I'm tough enough

We got a lot to learn

God knows we're worth it


Tym miłym akcentem muzycznym zaczynam swój kolejny post... już 56. Powiem szczerze, że nie myślałam, że ten blog będzie dla mnie tak ważny i owocny.W marcu będziemy obchodzili 'mój roczek'.
Zaczęły się moje ferie, więc mam nadzieję, że w tym czasie nadrobię jeszcze posty, które miałam zamiar dodać. Dzisiaj tak jakby zaktualizuję posta o kanałach YT z wiązanych z Australią, bo muszę szczerze przyznać, że w ostatnim czasie powstaje ich więcej, co bardzo mnie cieszy. Napiszę też o zmianie myślenia, wizualizacji, sposobie przyciągania naszych pragnień.

Oprócz Kącika Hani 
 bartdevil1984 - Studia w Australii
Australijskie Sokoły
Adam AU 
  wynalazłam jeszcze: Serafy w Australii



                                   Herbatka z Kangurami

Jeśli znacie jeszcze jakieś kanały o takiej tematyce, to byłabym wdzięczna za podzielenie się linkami :)

Muszę się przyznać, że dostałam parę dni temu przypływ pozytywnej energii, motywacji, jeszcze większej pewności, że to czego pragnę już jest moje. Wczoraj bez niczego,po prostu stwierdziłam, że pouczę się angielskiego, więc otworzyłam książkę i spędziłam z nią 10 godzin... ale ten czas nie był nudny czy męczący, ja cieszyłam się każdym słówkiem, zdaniem. Szukałam też interesujących kierunków studiów w Anglii, parę fajnych znalazłam, tylko trudno się zdecydować, hah.
To taka piękna rzecz, że chciałabym, żeby każdy się tak czuł, żeby każdy zmienił swoje myślenie i patrzenie na świat na lepsze!

Dzisiaj opiszę wam tylko pewien sposób osiągania swoich celów, pragnień, a następnym razem przedstawię książki, z których to biorę :)

Istnieją 3 kroki i ja pokażę je przez tekst pewnych cytatów.
Krok pierwszy- poproś

"Pierwszy krok to prośba. Wydaj polecenie Wszechświatowi. Niech wie, czego chcesz. Wszechświat odpowie na Twoje myśli."
-Lisa Nichols


"Czego tak naprawdę pragniesz? Usiądź i zapisz to na kartce, w czasie teraźniejszym. Możesz zacząć od:"Jestem teraz taki szczęśliwy i wdzięczny, że...". A następnie wyjaśnij, jak według Ciebie powinno wyglądać Twoje życiem w każdym jego przejawie."
- Bob Proctor 


Krok drugi- uwierz 

"Krok drugi to uwierzyć. Uwierz,że to coś już do Ciebie należy. Powinieneś odznaczać się tym, co uwielbiam nazywać niezachwianą wiarą. Wiara w niewidzialne."
- Lisa Nichols


"Wszechświat zacznie się dostosowywać, byś osiągnął to, czego pragniesz."
- Dr Joe Vitale 

"Wiem, że to czego chcę, już się zbliża."


Krok trzeci- otrzymaj 

"Wszechświat czuje. Jeśli wierzysz w coś tylko intelektualnie, ale nie podbudowujesz tego odpowiednim uczuciem, to nie masz dostatecznej siły, by pokazać to, czego chcesz w życiu.Musisz to odczuwać"
-Michael Bernard Beckwith

"I otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie."
- Ewangelia Św. Mateusza 21,22 

"Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się Wam, tylko wierzcie, że otrzymacie."
-Ewangelia Św. Marka 11,24



Kolejną ważną według mnie rzeczą jest wizualizacja naszych pragnień, czyli wyobrażenia scen i naszych uczuć... to naprawdę mi bardzo pomaga i sądzę, że jest to dosyć łatwy sposób...
Jeśli chcesz coś dostać, coś co kochasz, to musisz emanować miłością i zachowywać się tak jakbyś te rzeczy już dostał... i może uznacie mnie za wariatkę, ale nie, nie jestem wariatką, po prostu poznałam nowy sposób na moje marzenia i wiem, że wszystko jest możliwe, Wszystko o czym pomyślisz już istnieje,  jest powołane do życia, pora to przyciągnąć :)
Przed PŚ miałam małe szanse na bilety i akredytacje, ale zaczęłam sobie to wyobrażać, zachowywać się jakbym była pewna, że już je  mam, na mojej tablicy, na której zazwyczaj takie rzeczy wiszą, narysowałam mazakiem akry, zapisałam dane i po powrocie zapełniłam te miejsca :)
A teraz pragnę Australii... dlatego każdy filmik z AU wyzwala we mnie ogrom dobrych uczuć, dlatego czytam historie ludzi z AU, wyobrażam sobie lot, dom, moją rodzinę. Sprawdzam bilety, ustalam daty... Nawet zrobiłam sobie i moim bliskim zaakceptowane wnioski wizowe.. dla was może się to okazać dziwne, ale kiedy poznacie "Sekret", zrozumiecie :)
Wierzę, że Bóg i Wszechświat mi pomagają. Moja miłość, którą dałam, wróci do mnie, tak samo jak i złość, dlatego ja mówię tak miłości.



wtorek, 20 stycznia 2015

Magiczne Zakopane



Zakopane, Zakopane, trzy może nawet cztery dni, sialalalal!
Wczoraj rano wróciłam z raju na Ziemię, naprawdę to był upadek przynajmniej z 10 metrów... ale przeżyłam ich już tyle, że powinnam się w końcu uodpornić.

Te dni naprawdę były piękne, mają w sobie najwięcej magii i ciepła. Swoją podróż zaczęłam oczywiście z przygodami, musiałam biegać jak szalona  i szukać pociągu w Częstochowie, ponieważ mój z Radomska miał trochę poślizgu :< Jednak cała i zdrowa dojechałam do Zabrza, tym razem miałam trochę czasu, żeby się chociaż wysikać i jechać do Wisły, haha.
Powoli przekonuję się do tego małego miasteczka, mam z nim coraz lepsze wspomnienia, jednak co jak co, ale konkursy tam nie podobają mi się aż tak... są nudne... Fani mają tam lepszy dostęp do skoczków, ale ogólny wygląd tych zawodów dla mnie jest na trzy plus, przy Zakopanem, które ma 6++++++++++++++++++... haha :)
Oczywiście po powrocie z Wisły pakowanko, troszkę spania i kierunek ZAKOPANE!
Przepraszam ludzi, których obudziła o 6 rano moja lecąca ze schodów walizka... to naprawdę nie moja wina, że jak zwykle musiałam coś rozwalić i urwałam rączkę! Czy tylko ja mam taki talent? Bo to przestaje mnie śmieszyć...
W Zako byłyśmy na 11, mieszkałyśmy w garażu, haha ale to tylko przenośnia gdyż nad garażem były dwa pokoje, jeden Bianki, drugi nasz więc cały domek dla siebie. Ogólnie bardzo polecam to miejsce, dobra lokalizacja i cena ;) "Do Tadziaków 31a".  Jak na złość wiał ten halny, naprawdę miałam już czarne myśli, że żaden z konkursów się nie odbędzie, całą noc tak wiało, że co chwilę się budziłam. Piątkowy wieczór spędziłyśmy trochę z dziewczynami, trochę z Jackiem i Grześkiem, a potem padłyśmy trupem o 23.

Jeśli szukacie architekta wnętrz to polecamy się z Bianką, od godziny 7 przestawiałyśmy meble i kombinowałyśmy jak złączyć łóżka i zrobić więcej miejsca,  zresztą kto ma snapchata widział nasze wyczyny i słyszał "Bianka, ale to ma pół metra, to trzy razy i masz półtorej metra, to się zmieści!". Towarzyszyła nam też ogromna niepewność czy damy radę otworzyć drzwi, jeśli podsuniemy pod nie łóżko, ale wszystko wyszło idealnie!
Jak niektórzy z was wiedzą po południu robiliśmy akcję dla Kuby, miałam wielkiego stracha, że się nie uda, ale pokazaliście znowu, że jesteście wspaniali. Muszę wam powiedzieć, że wyszło lepiej niż myślałam, hah.
Oczywiście wieczorem udałyśmy się do MO i bawiłyśmy się naprawdę wspaniale  z super towarzystwem.
Niedziela była lekko zakręcona i każda z nas tak naprawdę czuła już to, że zaraz trzeba będzie się rozstać, jednak mimo wszystko dalej postanowiłyśmy bawić się wyśmienicie i po skokach czas na kolejną imprezę... matko podoba mi się takie życie, haha :D
Parę razy pomyślałam o tym, że kurde... mogłam tu żyć, że jednak może zrobiłam błąd? Nie wiem, nie dane mi jeszcze zobaczyć rezultatów mojego wyboru, zrobiłam tak jak uważałam za słuszne, ma to swoje dobre i złe strony. Każdy wybór boli, w każdym wypadku wybieramy jedną rzecz, drugiej mówiąc "Nie".

Uwielbiam atmosferę w Zakopanem... nigdzie nie spotkacie czegoś równie pięknego... Wszędzie, dosłownie wszędzie widzicie nasze narodowe barwy, słyszycie trąbki <od których czasem boli głowa, ale to nie ma znaczenia>. Kibicie skandują na cześć naszych skoczków... To jest impreza podczas której 30 tysięcy ludzi staje się jedną, wielką rodziną.... poza zabawą, skokami, uśmiechami, nic innego nie ma znaczenia. Liczy się dobra zabawa i radość! Kiedy stałyśmy z Anetą na skoczni, a wszyscy dookoła tańczyli, śpiewali wspólnie, otwierałyśmy oczy ze zdziwienia, miałam gęsią skórkę. To był mój 4 Puchar Świata w Zakopanem, a za każdym razem robi na mnie takie samo wrażenie albo i jeszcze większe! Jestem tak samo podekscytowana. Ludzie przemierzają setki kilometrów, jadą z drugiego końca kraju, na te dwa magiczne dni, kiedy Zakopane staje się najpiękniejszym miejscem na Ziemi i w którym najłatwiej o cud. Podczas Pucharów Świata Zakopane odlatuje, jest tu multum miłości i energii. Wychodzisz na ulicę i dostajesz skrzydeł... nie dziwne, że Kamil tak często tu wygrywa... Nie umiem do końca opisać tego, co siedzi w moim sercu, kiedy patrzę na to wszystko... musicie sami to poczuć.

Wiecie czego nie lubię w tym wszystkim? I co sprawia, że zastanawiam się czy powinnam w ogóle do Zakopanego jeździć? Najgorsze w wyjazdach do Zakopanego są..... powroty. Nawet nie wspomnę o tym, że musimy żegnać się z ludźmi, którzy często znaczą dla nas bardzo wiele, nie wyobrażamy sobie bez nich życia, ale jednak musimy  żyć te 100, 300, 400 km od nich i czekamy na ten wyjazd pół roku, rok, może dłużej, żeby znowu zobaczyć TE twarze, dotknąć TEJ skóry, przytulić TO ciało, usłyszeć TEN głos. Może w tym tkwi magia?.... Jednak nagle wszyscy muszą wrócić do swojego życia... po podróży do Zakopanego dochodzę do siebie jakieś dwa tygodnie. Nazywam to "depresją 'popowrotową' ". Najczęściej wtedy olewam szkołę i nie mam na nic ochoty, wszystko czego pragnę kryję się pod słowem: ZAKOPANE - najlepsi ludzie, najlepsze wspomnienia. Cieszę się z tego, co tam przeżyłam, jednak są we mnie rzeczy, które nie pozwalają wydobyć uśmiechu.

W ten weekend poznałam wiele osób i każdej z osobna gorąco dziękuję. DO ZOBACZENIA  W KRAINIE CZARÓW :*




























niedziela, 28 grudnia 2014

Lekkie podsumowanie roku...

Ciao!
Buongiorno!
Come stai?

Witajcie kochani! Jak spędzacie to niedzielne popołudnie? Ja oczywiście wiele nie robię, hah miałam się uczyć, ale zamiast tego wolę siedzieć na Interpals i pisać z ludźmi... w sumie mogłabym to zaliczyć pod naukę, bo przecież uczę się angielskiego i włoskiego w jednym... idealnie!
Mam wspaniały humor i taki już on zostanie. Chciałabym was trochę nim zarazić, haha!
Postanowiłam, że dzisiaj podsumuję ten rok... nie do końca wiem, czy mi to wyjdzie, ale przecież trzeba próbować!



Nie mogę i nie chcę narzekać na ten rok... Co się w nim zdarzyło złego, to po prostu już się zdarzyło, jest za mną i wydaje mi się, że nie chcę i nie powinnam do tego wracać. To jest przeszłość, stało się i się nie odstanie.
Mój rok zaczął się od wspaniałego szaleństwa w Zakopanem, naprawdę wspaniale wspominam ten wyjazd... Dziewczyny były wspaniałe, spędziłam też dużo czasu z Anetą, mogłam zrobić prezent dla Kuby... (PRZYPOMINAM O TEGOROCZNEJ AKCJI), mogłam rozdać jego autografy... matko nawet nie wiecie jakie to uczucie... aw... kolejny raz przekonałam się, że jesteście wspaniali i was uwielbiam!
O Zakopanem się troszkę rozpiszę, bo kiedy tylko pomyślę to tym wyjeździe i przypomnę sobie akcje z dziewczynami wpadam w śmiech! Były imprezy, była Bożenka z klanu, było ogromne szaleństwo haha... Pójście do MO w Niedziele na spontanie, potem bieg do hotelu, żeby się przebrać.. co z tego, że rano masz autobus... Ola z Olą i tak idą na imprezę i wracają nad ranem... ach niegrzeczne :D


Kolejnym bardzo miłym etapem w moim życiu była wiosna... gdzie wszyscy zaczęli się ze sobą spotykać, robiliśmy ogromną ilość ognisk, poznałam Kamili, z którymi nadal się trzymamy.. ogólnie poznałam bardzo dużo osób w tym roku. Z niektórych się cieszę z innych mniej, ale tak naprawdę większość jest świetna!
Przeżyłam wiosenne zauroczenia, potem mi na szczęście przeszło :D  Wiosna była najlepszym okresem, jeśli chodzi o dzielnice! Zaczął się też okres 18, który w roku 2015 się pooooszerzy...


Były to ostatni rok <miesiące> z moją klasą... nasz bal... przygotowania.. egzaminy... Nastąpiły wakacje, czyli szalony okres lecz zaburzeniami.. popełniłam wiele błędów w te wakacje, ale chociaż mam nauczkę. Te dwa miesiące też były wspaniałe, może nie tak wspaniałe, jak bym chciała, ale matko tyle rzeczy ciekawych się wydarzyło, że nie mogę być niezadowolona!


W lipcu była też Wisła... jedno wielkie HALO!?... Miałam nie jechać, decyzje podjęły za mnie dziewczyny haha, po prostu wsiadłam w pociąg i pojechałam... nie żałuje. To była najlepsza Wisła w moim życiu! Cały czas jadłyśmy tosty.. miałyśmy 100 schodów pod górę i tak parę razy dziennie -,-... Zachowywałyśmy się jak dzieci, byłyśmy z Olą i Nicola na karuzeli parę razy, tańczyłyśmy wieczorem w skate parku, śpiewałam SASZAN - wybrałam złą drogę (nie zostanę piosenkarką, ale dziewczyny to kochają, hahah). Zrobiłyśmy sobie impreze w Toi-toiu, bo przecież padał deszcz.... jak idiotka wydarłam się: "ej sikałam w tym kiblu co Fettner...." tak nie wiem po co wam to pisze, haah :D Porozmawiałam trochę z Kubą... Ola po długich namowach, staraniach dała Ilmirowi flagę, za co dostała plastron, tak słodko <3 Żeby nasz dzień był lepszy kupowałyśmy sobie mannery <3 Na dobranoc oglądałyśmy trudne sprawy, spałyśmy sobie w trójkę, przez co często byłam spychana -,- :D Byłyśmy na imprezie w amfiteatrze....Potem w Sofie... gdzie spotkałyśmy... a no właśnie... świetne osoby! Z Karoliną rozkręciłyśmy imprezę ona była moim 'Andrzejem', a ja jej kochaniem, hahah. Poznałam też jej dziewczyny, zresztą bardzo miłe :D Była akcja z chusteczką, Olcia nam zwariowała... Po prostu to kocham.. potem szalona Ola pojechała do Szczyrku- pięknego miejsca.. byłam tam z dwiema Olami, to też muszę zaliczyć to miłych rzeczy! Choć jedyną rzeczą, która mnie w w tym wyjeździe zabolała, była rzecz kryjąca się pod pseudonimem 'tutti'...


Przyszedł wrzesień, nowa szkoła... wspaniali ludzie... bardzo lubię moją klasę... jestem z nią zżyta i cieszę się, że mogę się w niej uczyć. Leciutko boli mnie, że nie ma mnie teraz w Zakopanem, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

W tym roku zmądrzałam, musiałam znowu dorosnąć, poradzić sobie z innymi problemami, musiałam zdecydować co chce robić ze swoim życiem. W tym roku założyłam tego wspaniałego bloga, wpadłam na pomysł Australii. Zaczęłam się uczyć języków, poznawać nowych ludzi. Jeszcze bardziej pokochałam imprezy i niektórych ludzi. Moje życie osobiste było trochę zaplątane, miałam okresy mojej wewnętrznej nędzy, przerażającej pustki... z drugiej strony uśmiechałam się jak szalona.


W październiku odbyłam wspaniałą wycieczkę do Zakopanego i spędziłam cały weekend z Anetą, co też było dla mnie ważne i miłe.
Ten rok był  i jeszcze jest dla mnie dobry. Kocham szczęście, więc będę szczęśliwa, kocham uśmiechniętych ludzi, kocham pomagać, więc wszystko co od siebie dałam do mnie wróciło.

Buziaczki dla wszystkich i specjalnie pozdrowienia dla Oli W. i Nicoli :**






czwartek, 25 grudnia 2014

Babcia Gandzia...

Witajcie Kochani!
Nie chcę nic mówić, ale tak naprawdę święta już dobiegły końca, minęło tak szybko jak zawsze  i aż trochę szkoda,ale nic na to nie poradzimy :)
Bardzo jesteście przejedzeni? Zakładam, że tak... nie martwcie się ja też! A co w tym wszystkim najgorsze? Wiem,że jestem najedzona i że już chodzić nie mogę, ale no jak widzę tyle pyszności na stole to moje oczy po prostu chcą to wszystko pochłonąć... ciężkie to nasze życie, hahah :)
Jak wam minęły te dwa dni? Mam nadzieję, że wszystko było dobrze, chociaż w połowie tak, jak mieliście to zaplanowane.  I wiecie co... ja dzisiaj jeszcze raz życzę wam, żeby te wszystkie życzonka, które otrzymaliście się spełniły! :)
Wiem, że miałam napisać post wczoraj, ale jednak miałam o wieeele mniej czasu na wszystko niż zaplanowałam. Te dwa dni spędziłam trochę w pośpiechu, ale było dosyć miło :) Wigilia, jak zwykle u dziadków, stwierdziłam, że chcę cały ten dzień spędzić z Patrykiem, tak też zrobiłam.
Już czwarty rok wybieram się na pasterkę, niby coraz lepiej mi idzie, a jednak nadal na nią nie dotarłam. W tym roku nasze ambitne plany z Patrykiem skończyły się na oglądaniu filmu pt."Babcia Gandzia" - świetny, naprawdę godna polecenia komedia, zabawna choć na początku trochę rasistowska :) Rano wstałam, pojechałam się przebrać i znowu do babci, wieczorem zmiana na kolejną babcię. Teraz już jestem w moim domu, we własnym łóżku i poooowoli zaczyna mi się nudzić... jednak nie lubię nic nie robić. Mam nieodparte wrażenie, że jak nie zrobię zaraz nic pożytecznego <jak np.nauka> to cały mój świat się zawali - ma głupota nie zna granic :)
Mam ochotę obejrzeć kolejną dawkę Zmierzchu lub mój ulubiony odcinek szpilek NG i tak też zrobię.
Miłego wieczoru i kolorowych snów :*



poniedziałek, 22 grudnia 2014

Święta, święta, święta....

Świąteczne przygotowania trwają! Jak wam idzie? Wigilia już za dwa dni, musicie przyspieszyć  tempo, czy większość przygotowana i odpoczywacie?:)
Ja jak na razie się lenie, ale szczerze mówiąc mi to nie odpowiada :< Więc zaraz zabiorę się za naukę włoskiego i włączę sobie Zmierzch.
Nie wiem czemu, ale mi bardzo podoba się takie świąteczne szaleństwo <oczywiście z rozumem>. Coraz bardziej zaczyna mnie denerwować to, że w sumie z mamą mamy mało do zrobienia, bo zawsze babcia organizuje Wigilie i ona sobie lubi sama przygotowywać. Nie,nie,nie tak nie będzie, muszę jutro do niej wparować!
Domek mam już ubrany, od razu lepiej się poczułam. Miło jest siedzieć w pokoju oświetlonym delikatnym blaskiem światełek... nawet ta okropna pogoda jakoś przy tym wszystkim staje się mniej denerwująca. Ale spadnie śnieg, musi spaść.Wierzę, że w środę będzie biało. Obudzimy się z lekką ekscytacją, jak to w Wigilie,przetrzemy oczy, podejdziemy do okna, a tam biało! Bóg zrzucił puszek, który pokrył całą ziemię.

Rano bawiłam się w pieczenie i dekorowanie babeczek, coraz bardziej zaczyna mi się to podobać, szczególnie, że mogłam tym sprawić komuś radość <3. Macie kilka zdjęć :)

Postaram się dodać posta jeszcze w święta, żeby złożyć wam życzenia i podzielić się jakimiś wrażeniami. Pozdrawiam i całuję Ola :*