niedziela, 28 grudnia 2014

Lekkie podsumowanie roku...

Ciao!
Buongiorno!
Come stai?

Witajcie kochani! Jak spędzacie to niedzielne popołudnie? Ja oczywiście wiele nie robię, hah miałam się uczyć, ale zamiast tego wolę siedzieć na Interpals i pisać z ludźmi... w sumie mogłabym to zaliczyć pod naukę, bo przecież uczę się angielskiego i włoskiego w jednym... idealnie!
Mam wspaniały humor i taki już on zostanie. Chciałabym was trochę nim zarazić, haha!
Postanowiłam, że dzisiaj podsumuję ten rok... nie do końca wiem, czy mi to wyjdzie, ale przecież trzeba próbować!



Nie mogę i nie chcę narzekać na ten rok... Co się w nim zdarzyło złego, to po prostu już się zdarzyło, jest za mną i wydaje mi się, że nie chcę i nie powinnam do tego wracać. To jest przeszłość, stało się i się nie odstanie.
Mój rok zaczął się od wspaniałego szaleństwa w Zakopanem, naprawdę wspaniale wspominam ten wyjazd... Dziewczyny były wspaniałe, spędziłam też dużo czasu z Anetą, mogłam zrobić prezent dla Kuby... (PRZYPOMINAM O TEGOROCZNEJ AKCJI), mogłam rozdać jego autografy... matko nawet nie wiecie jakie to uczucie... aw... kolejny raz przekonałam się, że jesteście wspaniali i was uwielbiam!
O Zakopanem się troszkę rozpiszę, bo kiedy tylko pomyślę to tym wyjeździe i przypomnę sobie akcje z dziewczynami wpadam w śmiech! Były imprezy, była Bożenka z klanu, było ogromne szaleństwo haha... Pójście do MO w Niedziele na spontanie, potem bieg do hotelu, żeby się przebrać.. co z tego, że rano masz autobus... Ola z Olą i tak idą na imprezę i wracają nad ranem... ach niegrzeczne :D


Kolejnym bardzo miłym etapem w moim życiu była wiosna... gdzie wszyscy zaczęli się ze sobą spotykać, robiliśmy ogromną ilość ognisk, poznałam Kamili, z którymi nadal się trzymamy.. ogólnie poznałam bardzo dużo osób w tym roku. Z niektórych się cieszę z innych mniej, ale tak naprawdę większość jest świetna!
Przeżyłam wiosenne zauroczenia, potem mi na szczęście przeszło :D  Wiosna była najlepszym okresem, jeśli chodzi o dzielnice! Zaczął się też okres 18, który w roku 2015 się pooooszerzy...


Były to ostatni rok <miesiące> z moją klasą... nasz bal... przygotowania.. egzaminy... Nastąpiły wakacje, czyli szalony okres lecz zaburzeniami.. popełniłam wiele błędów w te wakacje, ale chociaż mam nauczkę. Te dwa miesiące też były wspaniałe, może nie tak wspaniałe, jak bym chciała, ale matko tyle rzeczy ciekawych się wydarzyło, że nie mogę być niezadowolona!


W lipcu była też Wisła... jedno wielkie HALO!?... Miałam nie jechać, decyzje podjęły za mnie dziewczyny haha, po prostu wsiadłam w pociąg i pojechałam... nie żałuje. To była najlepsza Wisła w moim życiu! Cały czas jadłyśmy tosty.. miałyśmy 100 schodów pod górę i tak parę razy dziennie -,-... Zachowywałyśmy się jak dzieci, byłyśmy z Olą i Nicola na karuzeli parę razy, tańczyłyśmy wieczorem w skate parku, śpiewałam SASZAN - wybrałam złą drogę (nie zostanę piosenkarką, ale dziewczyny to kochają, hahah). Zrobiłyśmy sobie impreze w Toi-toiu, bo przecież padał deszcz.... jak idiotka wydarłam się: "ej sikałam w tym kiblu co Fettner...." tak nie wiem po co wam to pisze, haah :D Porozmawiałam trochę z Kubą... Ola po długich namowach, staraniach dała Ilmirowi flagę, za co dostała plastron, tak słodko <3 Żeby nasz dzień był lepszy kupowałyśmy sobie mannery <3 Na dobranoc oglądałyśmy trudne sprawy, spałyśmy sobie w trójkę, przez co często byłam spychana -,- :D Byłyśmy na imprezie w amfiteatrze....Potem w Sofie... gdzie spotkałyśmy... a no właśnie... świetne osoby! Z Karoliną rozkręciłyśmy imprezę ona była moim 'Andrzejem', a ja jej kochaniem, hahah. Poznałam też jej dziewczyny, zresztą bardzo miłe :D Była akcja z chusteczką, Olcia nam zwariowała... Po prostu to kocham.. potem szalona Ola pojechała do Szczyrku- pięknego miejsca.. byłam tam z dwiema Olami, to też muszę zaliczyć to miłych rzeczy! Choć jedyną rzeczą, która mnie w w tym wyjeździe zabolała, była rzecz kryjąca się pod pseudonimem 'tutti'...


Przyszedł wrzesień, nowa szkoła... wspaniali ludzie... bardzo lubię moją klasę... jestem z nią zżyta i cieszę się, że mogę się w niej uczyć. Leciutko boli mnie, że nie ma mnie teraz w Zakopanem, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

W tym roku zmądrzałam, musiałam znowu dorosnąć, poradzić sobie z innymi problemami, musiałam zdecydować co chce robić ze swoim życiem. W tym roku założyłam tego wspaniałego bloga, wpadłam na pomysł Australii. Zaczęłam się uczyć języków, poznawać nowych ludzi. Jeszcze bardziej pokochałam imprezy i niektórych ludzi. Moje życie osobiste było trochę zaplątane, miałam okresy mojej wewnętrznej nędzy, przerażającej pustki... z drugiej strony uśmiechałam się jak szalona.


W październiku odbyłam wspaniałą wycieczkę do Zakopanego i spędziłam cały weekend z Anetą, co też było dla mnie ważne i miłe.
Ten rok był  i jeszcze jest dla mnie dobry. Kocham szczęście, więc będę szczęśliwa, kocham uśmiechniętych ludzi, kocham pomagać, więc wszystko co od siebie dałam do mnie wróciło.

Buziaczki dla wszystkich i specjalnie pozdrowienia dla Oli W. i Nicoli :**






czwartek, 25 grudnia 2014

Babcia Gandzia...

Witajcie Kochani!
Nie chcę nic mówić, ale tak naprawdę święta już dobiegły końca, minęło tak szybko jak zawsze  i aż trochę szkoda,ale nic na to nie poradzimy :)
Bardzo jesteście przejedzeni? Zakładam, że tak... nie martwcie się ja też! A co w tym wszystkim najgorsze? Wiem,że jestem najedzona i że już chodzić nie mogę, ale no jak widzę tyle pyszności na stole to moje oczy po prostu chcą to wszystko pochłonąć... ciężkie to nasze życie, hahah :)
Jak wam minęły te dwa dni? Mam nadzieję, że wszystko było dobrze, chociaż w połowie tak, jak mieliście to zaplanowane.  I wiecie co... ja dzisiaj jeszcze raz życzę wam, żeby te wszystkie życzonka, które otrzymaliście się spełniły! :)
Wiem, że miałam napisać post wczoraj, ale jednak miałam o wieeele mniej czasu na wszystko niż zaplanowałam. Te dwa dni spędziłam trochę w pośpiechu, ale było dosyć miło :) Wigilia, jak zwykle u dziadków, stwierdziłam, że chcę cały ten dzień spędzić z Patrykiem, tak też zrobiłam.
Już czwarty rok wybieram się na pasterkę, niby coraz lepiej mi idzie, a jednak nadal na nią nie dotarłam. W tym roku nasze ambitne plany z Patrykiem skończyły się na oglądaniu filmu pt."Babcia Gandzia" - świetny, naprawdę godna polecenia komedia, zabawna choć na początku trochę rasistowska :) Rano wstałam, pojechałam się przebrać i znowu do babci, wieczorem zmiana na kolejną babcię. Teraz już jestem w moim domu, we własnym łóżku i poooowoli zaczyna mi się nudzić... jednak nie lubię nic nie robić. Mam nieodparte wrażenie, że jak nie zrobię zaraz nic pożytecznego <jak np.nauka> to cały mój świat się zawali - ma głupota nie zna granic :)
Mam ochotę obejrzeć kolejną dawkę Zmierzchu lub mój ulubiony odcinek szpilek NG i tak też zrobię.
Miłego wieczoru i kolorowych snów :*



poniedziałek, 22 grudnia 2014

Święta, święta, święta....

Świąteczne przygotowania trwają! Jak wam idzie? Wigilia już za dwa dni, musicie przyspieszyć  tempo, czy większość przygotowana i odpoczywacie?:)
Ja jak na razie się lenie, ale szczerze mówiąc mi to nie odpowiada :< Więc zaraz zabiorę się za naukę włoskiego i włączę sobie Zmierzch.
Nie wiem czemu, ale mi bardzo podoba się takie świąteczne szaleństwo <oczywiście z rozumem>. Coraz bardziej zaczyna mnie denerwować to, że w sumie z mamą mamy mało do zrobienia, bo zawsze babcia organizuje Wigilie i ona sobie lubi sama przygotowywać. Nie,nie,nie tak nie będzie, muszę jutro do niej wparować!
Domek mam już ubrany, od razu lepiej się poczułam. Miło jest siedzieć w pokoju oświetlonym delikatnym blaskiem światełek... nawet ta okropna pogoda jakoś przy tym wszystkim staje się mniej denerwująca. Ale spadnie śnieg, musi spaść.Wierzę, że w środę będzie biało. Obudzimy się z lekką ekscytacją, jak to w Wigilie,przetrzemy oczy, podejdziemy do okna, a tam biało! Bóg zrzucił puszek, który pokrył całą ziemię.

Rano bawiłam się w pieczenie i dekorowanie babeczek, coraz bardziej zaczyna mi się to podobać, szczególnie, że mogłam tym sprawić komuś radość <3. Macie kilka zdjęć :)

Postaram się dodać posta jeszcze w święta, żeby złożyć wam życzenia i podzielić się jakimiś wrażeniami. Pozdrawiam i całuję Ola :*







piątek, 12 grudnia 2014

If you loved me...


 But if you loved me
Why'd' you leave me?

Witajcie moje skarby :)
Jak wiecie nadal siedzę w domku i leniuchuje, jednak wczoraj miałam wewnętrzną potrzebę przypomnienia sobie pewnych rzeczy, poczytania moich starych opowiadań <tych, które się zachowały>... muszę wam przyznać, że 4, które przeżyły i są jeszcze na moim starym blogu, są według mnie jednymi z najlepszych, bynajmniej wyjątkowo się czuję, jak je czytam. Reszta uległa 'zaginięciu', kiedy komputer był czyszczony... trochę mi przykro, bo one akurat wiele dla mnie znaczyły... ale cóż teraz mam nauczkę i wszystko będę zapisywać, przepisywać itp.
Przeczytałam też wczoraj PRZEPIĘKNE opowiadanie Morki, naprawdę warto... historia płynie z jej życia i wywołuje ogromne poruszenie w człowieku...
Jeśli niektórych z was razi to, że są tam użyte osoby istniejące tj. skoczkowie, czy siatkarze to proszę was, żebyście przymknęli na to oko... bo tak naprawdę ja sądzę, że podstawienie takiej już wykreowanej osoby, jest troszkę prostsze, ale też naprawdę emocjonujące i moim zdaniem takie fascynujące jest przedstawianie drugiej strony tych osób, którą ty sam możesz sobie wymyślić... możesz przedstawić w różnym świetle.
Łzawe poranki

Wstawię wam jedno stare opowiadanie i mam prośbę o jakiś komentarz, czy wam się podoba czy nie... Wiem, że stylistycznie i gramatycznie nie piszę za dobrze, ale to wypracuję :)
Postanowiłam, że wracam do pisania.Najwyższy czas. Tak naprawdę to pisanie dawało mi największą radość, w nim uwalniałam swoje uczucia. Często denerwuję się, że nie umiem nic sklecić, że te moje teksty są bez sensu... ale to one pozwalały mi na tyle łez i radości. Wczoraj przypomniałam sobie, jak bardzo kochałam ten cały mój świat i że chyba jednak za nim tęsknie.. :)


   :))

Lubiła nocne spacery, samotne nocne spacery. Lubiła ciszę i spokój. Bała się gwałtownych ruchów czy zbyt głośnych słów. Marzyła o wolności i błogości. Chciała być ptakiem, żeby móc wznieść się ponad chmury i lecieć przed siebie. Często gubiła drogę, bo jej plan nie był zbyt dokładnie spisany. Szybko łapała oddech, niekiedy się nim przyduszając. Nie lubiła pożegnań, bo tak naprawdę nigdy się nie witała. Lubiła patrzeć jak ktoś się trudzi, wtedy nabierała sił. Chodziła na treningi PGE Skry Bełchatów, bo tylko tam jej serce dostawało odrobinę ciepła. Mało mówiła, bo przecież słowami można zranić drugiego człowieka.
  Kolejny październikowy dzień kończył się słonecznie, bardziej słonecznie niż zwykle. Bełchatów topił się w słońcu. Ludzie pędzili do domów w obawie przed spóźnieniem się na autobus czy to wieczorne wiadomości.
Ja nie spieszyłem się nigdzie. To był jeden z tych dni, kiedy nie musiałem się spieszyć. Błądząc po uliczkach tak dobrze znanego mi miasta rozmyślałem o wszystkim, co mnie otacza. Nawet ogromny kamień, który leżał na środku parku przysporzył mi powodów do rozmyśleń. Czy on ma duszę? Jeśli tak, to czy czuje się samotny? Bo przecież mimo tego, jak dużo ludzi codziennie kolo niego przechodzi, nikt tak naprawdę nie przejmuje się losem jednego kamienia. A może jego też boli... boli deszcz, który kropelkami obmywa jego powierzchnię.
- Ach... dziwny jest ten dzień. Dziwniejszy niż zwykle- rzekłem sam do siebie.
Robiąc może już trzecie kółko po Bełchatowie postanowiłem wstąpić na cmentarz. Lubiłem cmentarze, szczególnie ten bełchatowski. Prawdopodobnie dlatego, że nikogo tutaj nie miałem. Ten cmentarz nie kojarzył mi się z dotkliwą śmiercią. Chadzając alejkami rozglądałem się na boki,  czytałem tabliczki, przystawałem na chwilę. Słońce powoli zachodziło. Groby łączyły się z opadającymi promieniami. Na niektórych paliły się znicze, teraz wyglądały jakby świeciły z podwójną mocą. One stawały się siatkarzami na ich własnym boisku. Reflektory zwrócone były tylko na nie.
Na cmentarzy nie było nikogo prócz mnie... prócz mnie i brunetki siedzącej w tym samym miejscu od godziny. Bynajmniej od godziny ją tutaj widziałem. Z opuszczoną głową, w bezruchu. Bez łez na policzkach, bez znicza w rękach. Pustym wzrokiem wgapiała się w swoje dłonie.
                                                                                       * * * *
Dzisiaj, dzisiaj miało być inne niż wczoraj, ale i tak będzie takie samo. Przyzwyczaiłam się do tego. Zjadłam śniadanie, umyłam się, ubrałam. Wzięłam torebkę, telefon, rękawiczki i czapkę, bo ten dzisiejszy dzień zaskoczył swą pogodą.  Włożyłam słuchawki do uszu i poszłam znowu w to samo miejsce. Na cmentarz. Usiadłam na ławce. Przeżegnałam się. Dostałam swoją ciszę - nie na długo. Przerwał mi ją kaszel- mimowolnie odwróciłam głowę w stronę chłopaka, którego widziałam tu już wczoraj. W stronę nie byle jakiego chłopaka dla większości polskich kibiców siatkówki. Obrzuciłam go lodowatym spojrzeniem i wróciłam do swojej ciszy.
                                                                                * * * *
Znów udałem się na cmentarz. Tym razem wybrałem alejkę, w której ponownie siedziała tajemnicza brunetka. Bił od niej chłód, chłód który mnie uderzył. Przeraźliwa cisza wokół niej.
Oglądając kolejny grób przystanąłem przy tym, na którym widniało zdjęcie jakiejś młodej blondynki. Miała 16 lat. Zginęła w wypadku, kochała siatkówkę. "Odeszłaś z siatkówką w sercu, będziesz wspierać ich w niebie, skarbie". Napis zapewne od rodziców wbił mi się w głowę. Życie jest cholernie nieprzewidywalne, jak wynik meczu, a może nawet bardziej. Jednego dnia jesteśmy, a drugiego możemy już nie żyć. Otrząsnąłem się, bo ciarki przechodziły całe moje ciało. Dopiero teraz zauważyłem,że koło mnie stoi dziewczyna, która jeszcze 'niedawno' siedziała trzy ławki dalej. Nic nie mówiła, ja też się nie odzywałem. Co parę oddechów wymienialiśmy się spojrzeniami. Nie patrzyła na grób, tylko na ziemię lub na mnie.
- Czemu tu stoisz?- w końcu zapytała.
- Nie wiem. A Ty, czemu tu stoisz?
- Bo chciałam wiedzieć po co stoisz przy grobie, który jest niczyj.
- Może jest trochę  zaniedbany- przyjrzałem mu się dokładniej- ale czemu niczyj?
- Na pewno nie jest Bartosza Kurka.- sprawiła, że się uśmiechnąłem, jednak ona cały czas była poważna.- Przychodzę tu od pół roku i jeszcze nikogo z jej rodziny nie spotkałam.
- Czemu nie patrzysz na grób?
- Bo nie mogę, nie mam takiego przywileju, a ty czemu patrzysz?
- Bo lubię.
- Lubisz patrzeć na nieżywe istoty, na ich miejsca spoczynku?
- Nie.. Lubię patrzeć na groby -na napisy.
- Nie rozumiem Cię.
- Ja siebie też nie - wydusiłem po dłuższym zastanowieniu, a brunetka już znikała za zakrętem.
                                                                                      * * * *
Widziałem ją tam znowu, trzeciego dnia i czwartego, i piątego. Ona nie zwracała na mnie uwagi, ale ja? Ja chciałem, żeby ona mnie zrozumiała i żebym ja zrozumiał sam siebie. Szósty dzień. Znowu tam była, a ja znów się plątałem. Po dziesięciu minutach chodzenia w kółko podszedłem do brunetki.
- Mogę usiąść?
- Jeśli sądzisz, że mój chłód nie zamrozi twojej krwi, a moje ręce nie będą szukały ukojenia w twoich... to tak, możesz. - Nawet nie podniosła głowy. Usiadłem. Jej wzrok, jak zawsze skupiony był tylko na rękach.
- To twoja rodzina?
- Tak, mój dziadek.
- Czemu nie patrzysz na jego grób?
- Nie nie chcę mu przeszkadzać, nie chcę zakłócać jego ciszy- Przysunąłem się do niej i wyciągnąłem prawą dłoń. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Pozwolisz, że nasze ręce poszukają w sobie ukojenia? - delikatnie się uśmiechnąłem.
- Czemu tu siedzisz?
- Chciałbym się dowiedzieć czemu się tak zachowujesz. Zaciekawiłaś mnie.- nie odpowiadała. Dlatego ja zająłem się czytaniem napisu na grobie jej dziadka. "Nie płaczcie po mnie. Jeśli boli Cię tak bardzo, że nie możesz powstrzymać łez, po prostu gwiżdż."
- Czy było ci kiedykolwiek tak źle, że chciałeś gwizdać?
- Było, często.
- A umiesz gwizdać?
- Umiem.
- A czy czułeś się kiedykolwiek tak samotny, że chciałeś uciekać?
- Chyba nie.- ścisnęła moją rękę mocniej.
- Nie patrzę na groby, bo sądzę, że tak robić się nie powinno. Szczególnie kiedy nie masz do zaoferowania nic ważniejszego niż kilka uwag, co do napisu czy wykonania nagrobka. To ich miejsca, ich cisza. moim zdaniem dusze potrzebują spokoju, ciszy. Nie byłbyś zły, kiedy ktoś przerywałby ci koncentrację przed meczem błahostką, że masz za dużo żelu na włosach?- zaśmiałem się, ale za chwilę pomyślałem nad tym poważnie.
- Pewnie byłbym bardzo zły. Czemu jesteś taka zimna, smutna? Czemu nie płaczesz ani się nie śmiejesz?
- Nie mam powodów do śmiechu ani do płaczu. Jestem jak skała, nieruszona niczym, śmiercią ani ślubem. Jestem samotnością chodzącą po świecie i zagarniającą uczucia. Jestem nie tą osobą, co chciałam być. Jestem zagubioną duszą z Bałaganem w środku. Jestem Marta.
- Ty wiesz kim jestem- posłałem jej uśmiech. Jestem nim z zewnątrz. W środku? - nie odkryłem swojego środka i cały czas boję się to zrobić, kusi mnie, kusi mnie moja  dusza, ale  jeśli ona nie jest taka, jaką bym chciał? Co wtedy?
- Jesteś dobrym człowiekiem. Tylko nie doceniasz ciszy- teraz to ona spojrzała na mnie i wplotła swoją rękę w moje włosy.
- A Ty czułaś się kiedykolwiek tak smutna,że chciałaś gwizdać?
- Czułam, ale nie umiem gwizdać. Więc przestałam czuć cokolwiek. Nie mam uczuć. Nie mam serca. Mam mróz. Boję się, że zamrożę i Twoje serce, więc teraz puść moją dłoń. Puść ją, bo nie chcę żebyś był niczyj.
                                                                            * * * *
Nie puściłem jej dłoni. Nie puściłem, bo może już nie mogłem. Może lód się skleił, a może ja go niszczyłem. Nie puściłem, bo nie mogłem zostawić ją niczyją. Nie stałem się niczyj, bo od tego dnia byłem już jej. Byłem jej na zawsze. Teraz jesteśmy za młodzi na śmierć, a za starzy na niemyślenie o niej. Wiem jedno, że nie puszczę jej dłoni już nigdy i będę bronił jej spokoju i  już nigdy nie będę patrzył na groby innych, bo one też pragną spokoju. Samotność? co z samotnością? Samotni są tylko Ci, których serca są zamrożone. Nasze serca nie są zimne i chłodne, bo nauczyliśmy się gwizdać z całych sił. RAZEM.

środa, 10 grudnia 2014

Jak zmienić swoje myślenie, żeby twoje życie stało się piękniejsze? Dam ci wskazówki

Good God, let me give you my life

 Attreversiamo
Muszę się wam szczerze przyznać, że kiedyś baaaardzo nie lubiłam czytać! W ostatnim czasie jakoś się to zmieniło... no prócz lektur, nadal ich nie trawię, ale za to mam coś znacznie lepszego. Pierwszą książką, która mnie przełamała była "Eat, pray, love"-"Jedz, módl się, kochaj"- Elizabet Gilbert. Elizabeth Gilbert przed trzydziestką miała wszystko, o czym powinna marzyć nowoczesna kobieta: męża, dom za miastem, dobrą pracę. Mimo to nie była ani szczęśliwa, ani spełniona. Przeżyła rozwód, ciężką depresję i nieszczęśliwą miłość. A potem zaczęła szukać siebie na nowo. 
Oglądałam też film  < klik > również jest przyzwoity, jednak to nie to samo, co książka:) Tak naprawdę to dzięki niej zaczęłam się uczyć włoskiego, to ona mnie do tego skłoniła, a potem skłoniła do czytania kolejnych. Dzięki niej zrozumiałam, że wszystko jest możliwe, zaczęłam się inaczej modlić, starałam się uspokoić moją duszę i całkiem dobrze mi to wyszło i wychodzi :) Bóg ma wiele imion, może mieć wiele wcieleń, ale przede wszystkim "Bóg to wszechogarniająca MIŁOŚĆ".
Jeśli chcielibyście zakupić, to kosztuje ok. 32 zł :)





Jesteś ważny. 

Niezależnie od tego kim jesteś, co robisz, jak wyglądasz. 

Czy jesteś duży, czy mały, czy gruby, czy chudy.
Czy wykonujesz poważny zawód, czy wstydzisz się swojego miejsca pracy. 


Niezależnie od wszystkiego.

TY JESTEŚ WAŻNY.

"Księga kodów podświadomości" Beata Palikowska- odkryła przede mnie wiele tajemnic i dzięki niej mogłam zrozumieć i dostrzec wiele rzeczy, nawet nie wiecie, że tak naprawdę to myśli i odczucia sterują całym waszym życiem, każdą sekundą. Macie w mózgu kody, które prowadzą was do dobrego albo złego. A wasza choroba? Wasza choroba jest odpowiedzią na wasze problemy i rozczarowania, ona po prostu przychodzi, kiedy wy jej chcecie, wcale tego nie wiedząc... mogę dać wam prosty dowód: nie lubię być chora, a właśnie teraz jestem , choć moja podświadomość już zaczyna działać aby to wszystko jak najszybciej zwalczyć! Czemu moim zdaniem przyszła ta choroba? Bo tydzień temu non stop narzekałam, na to, że muszę iść do szkoły, że mam za dużo obowiązków, nauki, problemów, że wszystko mnie przytłacza, właśnie dlatego podświadomość i organizm przynieśły mi chorobę, czyli co? W ich mniemaniu całkowity odpoczynek od szkoły i obowiązków, bo przecież w dzieciństwie, kiedy tylko byłam chora następowało odwrócenie roli i ja nie robiłam nic, to inni za mnie wszystko robili, pielęgnowali mnie, kochali, przytulali, przynosili obiadki, herbatki... a ja wtedy to uwielbiałam, mogłam pobyć z mamą, czułam się bezpieczna i wtedy kochałam być chora. Teraz już tego nie lubię, ale jednak kody, które zapisały mi się w dzieciństwie zostały do teraz, więc pora je zmienić! :)
Ta książka udowodniła mi też, że czasami za bardzo staram się zmienić/polepszyć czyjeś życie. Wstawiłabym wam część o tym, ale pożyczyłam książkę koledze. W skrócie chodzi o to, że jeśli czujesz nieposkromioną potrzebę pomocy komuś, choć on wcale cię o to nie prosił to znaczy, że ty masz problem, z którym nie możesz sobie poradzić, to ty stoisz na krawędzi. Myślisz, że pomagając tej osobie pomożesz sobie, czujesz wtedy szczęście, a tak naprawdę to ta osoba wspaniale sobie bez ciebie radzi... taka jest prawda... Mogę tu siebie utożsamić, myślę, że dobrze wiecie z czym :)) 
Z tego co 'mówi' ceneo, najtaniej można kupić książkę za 14 zł, więc jest co brać! :) Polecam serdecznie.





W drodze do szczęścia nie napotkasz żadnych przeszkód, prócz tych, które sam wzniesiesz w myślach i w wyobraźni.

Trzecia magiczna.
"Potęga podświadomości"- Joseph Murphy - chyba ona miała na mnie największy wpływ, w przeciągu miesiąca ogromnie zmieniła mnie i moje myśli, dzięki niej dojrzałam, poczułam jeszcze większą wdzięczność i miłość do Boga, poczułam powiązanie. Zaledwie 250 stron tej książki pomoże ci zrozumieć podświadomość, pomoże ci lepiej zrozumieć Boga. Na przykładach możesz zobaczyć jak się modlić, jak pragnąć i przyciągnąć to co kochasz. To naprawdę nie jest takie trudne, najważniejsze jest to, żeby wierzyć.
Myślami przyciągasz wszystko, dosłownie wszystko. Podświadomość nie wie czy to o czym myślisz jest złe czy dobre, a i tak ci to da. Więc myśl o tym co kochasz... jeśli kochasz swoją pracę to myśl o niej, a będziesz miał z niej więcej satysfakcji. Jeśli twoja praca cię dobija, to zmień twoje myślenie... wiem, że to wszystko jest trudne, ja też na początku nie mogłam ani tego zrozumieć, ani się przestawić... ale jeśli myślisz o swojej pracy: "nie lubię jej"," nie lubię swojego pracodawcy", "praca to same problemy"- jeśli będziesz tak myśleć, to przyciągniesz jeszcze więcej tych rzeczy, a twoja sytuacja nie zmieni się na lepsze, nawet jeśli 'sobie ponarzekasz i na chwile przejdzie'. Staraj się myśleć o tym, że twoja sytuacja w pracy jest dobra, szef jest miły, a ty wspaniale się w niej odnajdujesz, nawet jeśli na początku musisz sobie to wmawiać, to wmawiaj to sobie póki nie uwierzysz!
Książka kosztuje ok. 20 zł :)


sobota, 15 listopada 2014

Say something.....

Say something, I'm giving up on you.
I'm sorry that I couldn't get to you.
Anywhere, I would've followed you.
Say something, I'm giving up on you.

 Zakochałam się w tej piosence.... Jest idealna, nie sądzicie? Wspaniale dopasowuje się z tym ponurym dniem... mam nadzieję, że chociaż wieczór będzie przyjemny, wierzę w to :) 
Czytam nową, kolejną wspaniałą książkę, która bardzo  mi pomaga, a jej metody się sprawdzają... w następnym poście przedstawie je wam.
Dzisiaj... dzisiaj będzie o Australii. Ostatnio oglądając filmik Bartka i Justyny poczułam takie ukłucie w sercu, jakby zazdrość, ale taką dobrą...'Mają w swoich rękach' coś wspaniałego i niech im się wiedzie jak najlepiej! :) Kanał Bartka klik "Zazdrość jest dobra tylko wtedy, gdy daje ci motywację do zmian." I to właśnie jest taka dobra zazdrość, która daje mi motywację do działania... czuję się, jakbym była w tych miejscach cały czas, jakbym dreptała obok nich. Wierzę, że moja podświadomość zrobi wszystko, żeby spełnić moje marzenia, ja zrobię wszystko, co będzie trzeba. Nikt nie mówi, że będzie łatwo, szybko, ale coś będzie na pewno. Wierzę, że to czego pragnę się ziści. Pewnego dnia usiądę na czerwonej ziemi i moje życie będzie się toczyć dalej, tak jak chciałam. 
Oglądam właśnie nasze zdjęcia z AU... taki pączuś ze mnie był, haha... A Patryk i Agata, takie dzieciaki... szybko to wszystko zleciało, miło mi się na to patrzy, ale jednak z jakimś maleńkim bólem. 
Boję się tylko, że będę starała się za bardzo, że za dużo będę myślała, za mało wierzyła. Trochę się boje, że wszystko pryśnie jak domek z kart... że jestem za mało odważna, niewystarczająco silna. Chyba się boję, że przed spełnieniem tego wszystkiego stanie się coś i nie wytrzymam. 
Tak przeglądam i przeglądam i wpadłam na zdjęcie drzewka cytrynowego Patryka... kupił je sobie jakoś po przyjeździe i je tak hodował, hodował, gdzie się przeprowadzał tam je brał. Jak ja byłam u niego to już całkiem duże było i cytryny też miało pyszne... Potem Ela sprzedała dom, Patryk wracał do Polski, więc musiał je wsadzić...no i przed odlotem pojechał z nim gdzieś sam... jestem ciekawa czy pamięta gdzie... czy to drzewko w ogóle jeszcze istnieje... wiecie to dziwne, ale jest dla mnie jakimś symbolem.... było z nim przez pobyt w Australii, a potem... potem jakby dorosło i każdy musiał iść w swoją stronę...

























piątek, 7 listopada 2014

Barwa siarkowa

Rach, ciach, ciach i minęły trzy miesiące od mojego ostatniego wpisu...Co tu się wyprawia, moi drodzy!?
U mnie raczej wszystko w porządku, wiedzie się pomyślnie, szkoła jakoś do przodu, ale w sumie nie mogę narzekać, jest dobrze! :)
Dzisiaj chciałam wam pokazać krem, który nabyłam jakiś czas temu, na moje wypryski... i wiecie co jak dla mnie jest na 5! Moja skóra się rzeczywiście poprawiła, a więc oby tak dalej :)
Kosztuje 15-20 zł :) 
  • przywraca równowagę w tłustej „strefie T”
  • trwale redukuje przetłuszczenie skóry o 27%*
  • poprawia wygładzenie skóry o 12%*
  • normalizuje pracę gruczołów łojowych
  • ogranicza nadmierne wydzielanie sebum
  • wspomaga walkę z krostami i wykwitami ropnymi
  • zmniejsza rozwój zaskórników i zmian zapalnych
  • nie podrażnia i nie przesusza skóry

Jaki daje efekt?
  • matowa skóra nawet do 14h*
  • cera pozbawiona wykwitów trądzikowych
  • skóra wypielęgnowana i odświeżona
  • złagodzone blizny
  • wyrównany koloryt cery   
Odkryłam też nową pasję- robienie paznokietków, jak wrzucę zdjęcia na laptopa, to wam dodam parę róznych zdjęć  :)
A teraz lecę się szykować, miłego wieczorku :***

poniedziałek, 8 września 2014

Podsumowanie wakacji

Szkoła, szkoła, ach ta szkoła... Zaczęło się... spisywanie pracy domowej, nudna nauka, siedzenie godzinami w szkole i te głupie w-f-y :< Ale z drugiej strony dla mnie zaczęło się liceum, I LO im.Feliksa Fabianiego w Radomsku, nie Oswald Balzer i nie Zakopane, czy bolało?- Nic nie poczułam, przyszło i poszło. Widocznie tak miało być! :)



Dzisiaj postaram się podsumować te wakacje... cóż liczyłam chyba na coś więcej, nie mówię, że były złe... po prostu czegoś mi w nich brakowało. Prawdopodobnie to dlatego, że bardzo na nie czekałam i miałam same super myśli na ich temat <jak to nie będzie wspaniale>. Wcale nie było wspaniale, było przeciętnie i dobrze, nie mogę narzekać, ale jest we mnie jakieś malutkie miejsce, w którym znajduje się żal do losu. Ogólnie najlepszym momentem wakacji był tulipan, choć tak naprawdę to moje wakacje zaczęły się w maju i to  był NAJLEPSZY OKRES EVER. Do lipca ciągnęły się wspaniałe dni <3 Tulipanowe imprezy też były dla mnie wspaniałe, bo po prostu kocham ten klimacik, to darcie się Litwy, było przepięknie! W tym okresie zdarzyło się parę dziwnych rzeczy, które trochę mi namieszały w głowie, haha ale ja tak mam bardzo często. Zaczęło się wtedy coś, co ciągnie się do dzisiaj, choć ciągnie się dziwnie i w ogóle nie wiem co to ma znaczyć. Chcę tego i nie chcę, tak na zmianie... choć teraz to bardziej nie chce, bo dwa miesiące minęły, czyli znowu coś mi się zmienia haha...
W te wakacje było trochę spin i było ich trochę za wiele, ale z drugiej strony mówi sie trudno, wszystko czegoś uczy.
Była też moja ukochana Wisła, która otworzyła mi z lekka oczy i też dała super wspomnienia z dziewczynkami. Niestety lub stety nadal wierzę w to co wierzyłam i robię to co robiłam, nadal jest tutti :)
Sierpień chyba był już lepszy, prawie cały sierpień byłam królową w swoim domu <3 Najpiękniej, robiłam co chciałam, było trochę imprezek, ale mało <przez moich KOCHANYCH sąsiadów i to tylko jednych, którym już dzień dobry nie mówię xd>.Siedzenie do rana na balkonie, chillouty, imprezka u Ani, Kamila,  z każdym dniem było ciekawiej. Przeżyłam też szaloną imprezkę z  Zuzą <3 Do której potem dołączyli moi znajomi... było też spotkanie mojej starej klasy, którą szczerze uwielbiam i kocham <3 Był też czas na poważne rozmowy z Asią. Znalazły się też dziwne nocne spotkania z chorymi lub szalonymi rozmowami. Jednego razu mój brat się tak na mnie wkurzył, że musiałam sprzątać od 7,30... tak to był okropny dzień, haha, ale poza tym naprawdę było super.
Potem zaczęły się wyjazdy na Płoszów- dużo nowych super ludzi! Ogniska, jakieś jazdy, naprawdę szkoda się tak późno to zaczęłyśmy. Wczoraj np. byliśmy na Dożynkach, impreza jak cholera, hah Ostatni weekend wakacji spędzaliśmy w Łęgu, na domkach, nawet dyskoteka była, chciałam wyrwać gitarzystę, ale była z nim dziewczyna -,- Aż płakać mi się chciało jak wyjeżdżaliśmy, czułam się jak by to był ostatni dzień w Warsaw Shore :D
W każdym razie... dziękuje za te wakacje, co by nie było, muszę za nie podziękować, trochę zmieniły, trochę zamieszały. Chociaż jedno się w te wakacje nie zmieniło: mój status :#
Na następne nie robię już planów, będzie jak ma być, a tym czasem czekam na swoje 16 urodziny :D które już za 10 dni.
Miłej nocy :*