Nasza wyobraźnia... jak często lubi płatać nam fligle, szczególnie w nocy i to często nawet bez wcześniejszego oglądania horrorów czy filmów Sci-fi. Naprawdę przeżyłam już wiele nocy, podczas których myślałam, że umrę, a moje serce niemiłosiernie wariowało.
Jestem ciekawa ilu z was miało lub ma problemy z samotnym zaśnięciem w nocy?
Od zawsze bałam się ciemności, trochę bardziej lub mniej, co jest dosyć kontrowersyjne do faktu, że ja kocham noc, księżyc i gwiazdy... jednak to wcale nie pomaga mi wieczorami, kiedy muszę zgasić światło i usnąć, wręcz przeciwnie, często pełnia księżyca prócz zachwytu wywołuje mój lęk.
Więc czego się tak boimy?
- Różnych cieniów,które wydaje nam się że widzimy. Postaci, które wyobrażamy sobie na fotelu czy w kącie, zjawy, która wyjdzie z niedomkniętej szafy, wszystko wytwarza w nas lęk..
- Uczucie bycia obserwowanym, pewnie nie raz baliście się otworzyć oczy, bo zobaczycie, że ktoś nad wami stoi. Kiedyś usłyszałam, że jeśli budzimy się ze snu to najczęściej jest to objawią tego, że ktoś nam się przygląda, od tej pory kiedy w nocy choć na chwilę sie obudzę, staram się od razu zasnąć, jeśli dopuściłabym do siebie jakieś myśli, to już kaput.
- Pewnie większość z osób, które boją się ciemności, boją się tego co w niej może być, dlatego owijają się w kłębek i nie lubią wystawiać głowy za kołdrę, tą metodę opanowałam już baaaardzo dawno temu i rodzice cały czas się ze mnie śmieją ;<
- Skrzypienie pykanie i nie wiadomo co jeszcze. Jakoś jak w środku dnia samoistnie pękł mi wazon to afery nie zrobiłam, ale jak usłyszę najcichszy dźwięk w nocy, to mam wrażenie, że ktoś idzie mnie zabić...jak żyć?:d
- Przejście z pokoju do łazienki czy kuchni?- łatwiutkie?- nie dla mnie, nie w ciemności... mam wrażenie, że spotkam tam kogoś, kogo bym spotkać nie chciała.
- CISZA- tak dla mnie cisza jest wtedy najstraszniejsza... mimo, że ja jej tak naprawdę pragnę... coraz częściej myślę, że jedynym zagrożeniem jakie na mnie w nocy czyha to ja i moje myśli... I tak naprawdę dlatego nie mogę usnąć..
Jak wypisałam to wszystko to zauważyłam, że to chyba nie jest problem błahostka, tylko coś, co tkwi głęboko w mojej psychice i z czym nie jest i nie będzie mi się łatwo zmierzyć... aż zaczęłam się bać... Jesteście wstanie mi coś poradzić?
I jeszcze jedna anegdotka, która znowu udowodnij jak sny wpływają na nasze życie. Na parterze mojego domu, od razu na wprost schodów, kiedyś miałam taką małą, starą kuchnię, obecnie jest tam zwykły pokoik. Jak byłam mała,miałam może z 6 lat śniło mi się, że kiedy szłam po schodach, z tej kuchni wybiegł na mnie wielki owczarek i zaczął mnie gryźć, od tej pory, nie lubię wchodzić do domu dołem, a jeśli muszę <nawet w dzień> to zapierdzielam po nich tak szybko, że już parę razy omal się nie zabiłam...
środa, 25 czerwca 2014
wtorek, 17 czerwca 2014
Pomoc mierzona kilometrami.
Korzystając z mojego kolejnego wolnego dnia, właśnie opalam się na balkonie, od paru dni robię to codziennie... niestety mało co daje, słońce chyba mnie nie lubi :< Bardzo trudno jest mi się opalić, ale jakoś damy radę! A wy już walczycie o brązową skórkę na wakacje?:)
Wczorajszy wieczór z Olą spędziłyśmy na rowerach i poznawaniu okolic, chyba nawet nie myślałyśmy, że dookoła są tak piękne miejsca, po prostu zakochałam się! Jak tylko Patryk naprawi mój aparat, wezmę go ze sobą i porobię wam trochę zdjęć :) Teraz musicie zaufać mi na słowo! Stwierdziłyśmy, że koniec siedzenia na dzielnicy, teraz wychodzimy poza haha :D No, ale najpierw środowe ognisko. Bawimy, bawimy, ale w sumie bez okazji :3 W piątek osiemnastka Kamila, żyć nie umierać:)
Prócz pogody, do tej wyprawy zachęciła nas akcja organizowana m.in przez T-mobile "pomoc mierzona kilometrami'', do której serdecznie was zachęcam :) link
Niedługo mamcik zrobi mi mojego ukochanego kurczaczka ze szpinakiem, to wstawię wam przepis i zdjęcia, aż mi ślinka cieknie, głodomorek ze mnie :D
Tak myślę i myślę o czym wam mogę napisać, ale nic konkretnego do głowy mi nie przychodzi... Może trochę nadepnę na temat skoków...
Niedługo zaczyna się LGP, na które zresztą się nie wybieram, ale mimo wszystko jestem ciekawa, co będę czuła, kiedy będę oglądała konkurs w TV, o ile go obejrzę. Jak na razie szczerze mówiąc... mam na to wyrąbane.. skoki już nie są moje, na pewno nie na tyle, na ile były jakiś czas temu. Już nie są tak piękne i nie dają tyle radości.. W sumie trochę za tym tęsknie, z drugiej strony trochę zmądrzałam i chyba za dużo widziałam, żeby nadal je tak kochać. Tęsknie za tym, jak darłam się na cały dom, żeby ktoś juz wylądował... albo za tym jak przed skokiem Adama czy Maćka zaciskałam kciuki, zamykałam oczy i coś tam sobie podśpiewywałam... z biegiem czasu wszystko się zmienia. I to może okropne, ale jaki był jeden z powodów dlaczego nie zdecydowałam się iść do LO do Zako?- Boję się, że za miesiąc, dwa, może za rok przestanę je kochać całkowicie? Kiedyś myślałam, że to więź nie do rozerwania, teraz wiem, że jeśli czegoś się nie pielęgnuje lub w jakiś sposób od tego sie odwrócimy, to możemy to stracić. Spojrzałam prawdzie w oczy, skoki nadal są w moim życiu, bo Kuba i Maciek, a co jeśli Kuba przestanie skakać? Tak, myślę,że to będzie koniec.
Wczorajszy wieczór z Olą spędziłyśmy na rowerach i poznawaniu okolic, chyba nawet nie myślałyśmy, że dookoła są tak piękne miejsca, po prostu zakochałam się! Jak tylko Patryk naprawi mój aparat, wezmę go ze sobą i porobię wam trochę zdjęć :) Teraz musicie zaufać mi na słowo! Stwierdziłyśmy, że koniec siedzenia na dzielnicy, teraz wychodzimy poza haha :D No, ale najpierw środowe ognisko. Bawimy, bawimy, ale w sumie bez okazji :3 W piątek osiemnastka Kamila, żyć nie umierać:)
Prócz pogody, do tej wyprawy zachęciła nas akcja organizowana m.in przez T-mobile "pomoc mierzona kilometrami'', do której serdecznie was zachęcam :) link
Niedługo mamcik zrobi mi mojego ukochanego kurczaczka ze szpinakiem, to wstawię wam przepis i zdjęcia, aż mi ślinka cieknie, głodomorek ze mnie :D
Tak myślę i myślę o czym wam mogę napisać, ale nic konkretnego do głowy mi nie przychodzi... Może trochę nadepnę na temat skoków...
Niedługo zaczyna się LGP, na które zresztą się nie wybieram, ale mimo wszystko jestem ciekawa, co będę czuła, kiedy będę oglądała konkurs w TV, o ile go obejrzę. Jak na razie szczerze mówiąc... mam na to wyrąbane.. skoki już nie są moje, na pewno nie na tyle, na ile były jakiś czas temu. Już nie są tak piękne i nie dają tyle radości.. W sumie trochę za tym tęsknie, z drugiej strony trochę zmądrzałam i chyba za dużo widziałam, żeby nadal je tak kochać. Tęsknie za tym, jak darłam się na cały dom, żeby ktoś juz wylądował... albo za tym jak przed skokiem Adama czy Maćka zaciskałam kciuki, zamykałam oczy i coś tam sobie podśpiewywałam... z biegiem czasu wszystko się zmienia. I to może okropne, ale jaki był jeden z powodów dlaczego nie zdecydowałam się iść do LO do Zako?- Boję się, że za miesiąc, dwa, może za rok przestanę je kochać całkowicie? Kiedyś myślałam, że to więź nie do rozerwania, teraz wiem, że jeśli czegoś się nie pielęgnuje lub w jakiś sposób od tego sie odwrócimy, to możemy to stracić. Spojrzałam prawdzie w oczy, skoki nadal są w moim życiu, bo Kuba i Maciek, a co jeśli Kuba przestanie skakać? Tak, myślę,że to będzie koniec.
piątek, 13 czerwca 2014
"Życie to wyzwanie, którego podejmujemy się dopiero, kiedy zaczynamy coś robić, o coś walczyć. "
Witam wszystkich!
Chciałabym was dzisiaj mocno i gorąco uściskać, hehe, bo nie wiem jak u was, ale u mnie pada deszczyk :<
Ostatnio znowu jakoś dziwnie się czuję, nie mogę się połapać czego chcę, gubię się, tęsknie za niektórymi rzeczami, ludźmi... Mam gorszy kontakt z niektórymi, wszystko i wszyscy wymyka mi się z rąk... ale dzisiaj nie o tym:) Dzisiaj mam dla was moje konkursowe opowiadanie, niestety nic nie zdobyłam, ale mi dosyć się podoba ;)
Być nastolatkiem to ciężkie zadanie, pełne trosk szaleństw czy też trudnych decyzji. To okres najważniejszych wyborów, które często zbywają nam sen z powiek. Życie to wyzwanie, którego podejmujemy się dopiero, kiedy zaczynamy coś robić, o coś walczyć. To, że oddychasz nie znaczy, że żyjesz.
Jesteśmy w okresie, który pragnie wolności, zabaw, pragnie wszystkiego co niebezpieczne i zakazane, w którym najłatwiej się pogubić. Stawiane nam są przeróżne wymagania, które czasami staramy się spełnić aż nad to. W pewnym momencie do naszego mózgu dociera, że to co robimy teraz, rzeczy które wybierzemy w tym momencie wywierają ogromny wpływ i decydują o naszej przyszłości. To na wzór sytuacji, kiedy umyjesz głowę, nie wysuszysz włosów i wyjdziesz na dwór bez czapki, za jakiś czas leżysz w łóżku z gorączką i kichasz na pół miasta, oczywiście w najlepszym wypadku. I tak ten przykład jest dosyć delikatny. Bóle głowy i zatkany nos rzadko nas czegoś uczą, ale wylane łzy i cierpienie odciskają na nas 'wystarczające' piętno.
Będąc w stanie najwyższych emocji często szukamy czegoś co nas uspokoi, co choć na chwilę przyniesie ukojenie. Co najczęściej znajdują ludzie? Alkohol, narkotyki, papierosy, uzależnienia. Jest ich ogromna ilość i prawie każde kończą się tak samo, żalem, cierpieniem, tęsknotą za tym, co było kiedyś. Nawet nie wiecie, jak dużo zależy od nas samych. Sądzę, że nie mamy prawa oskarżać kogoś o nasze błędy, nasze smutki.
Świat zmienił się nie do poznania, wszystko przelatuje nam przez palce, jak piasek. Tak samo jest z naszym dzieciństwem, kończy się z pierwszym buchem, łykiem. Ulatuje jak dym z papierosa. Upadamy, jak strzepywany popiół, na ziemię. Jeszcze nie czujemy, że coś wypaliło nam dziurę w duszy. Myślimy, że to tylko zabawa. Zabawa skończyła się kiedy swoje misie oddałeś młodszemu kuzynowi. Tak jak można zdobyć świat, tak i można przegrać życie. Uważam, że każda ręka wyciągnięta po używkę jest ręką wyciągniętą po pistolet, który kiedyś wystrzeli. Często sami wystawiamy sobie wyrok, z góry, bez żadnych zasad i pytań. Bez większego zastanowienia pokazujemy światu, że upadamy. Nie wierzymy w samych siebie. Sądzimy, że jesteśmy beznadziejni, a wszystko co robimy nie ma sensu. Tak jest łatwiej. Łatwiej ocenia się z góry i nie walczy dalej, wtedy często sięgamy po używki. Myślimy, ze skoro jest źle i nic się nie zmieni, to chociaż poszaleję póki mogę -jeden z najgłupszych sposobów na przebycie swojego życia. Każda rzecz ma jakiś sens i nie należy jej odbierać czy ujmować. Pora wstać, uwierzyć w siebie. Spójrz w lustro i pomyśl co robisz ze swoim życiem, co robisz z życiem innych ludzi. Zmień coś w sobie. Zmień swoje myślenie. Wyjdź z bagna zanim cię porwie.
Metod na złagodzenie objawów uzależnienia jest wiele. Mamy wielu specjalistów, lekarzy, ośrodków, ale jeśli sam siebie nie uleczysz, nikt nie będzie mógł zrobić tego za ciebie. W ciele zawsze będzie jakaś pustka, czegoś będzie ci brakować. Musisz sam znaleźć siłę i miłość, dla której zerwiesz z nałogiem. Kiedy pomyślisz, że chcesz wrócić lub dopiero chcesz zacząć... ja bym to głęboko przemyślała. Przebiegnij się, przewietrz, uświadom sobie co robisz ze swoim życiem. Znajdź sport, który pokochasz, a on pokocha ciebie, dla którego będziesz wstanie zrobić wszystko. To zapełni pustkę, którą mogłeś zająć używkami. Zmieni to całe twoje życie, częściej zmiany te idą na lepszą stronę. Twoje dłonie nie będą się trzęsły. Oczy nie zapragną widoku lufki czy butelki. Mózg nie będzie chciał nie pamiętać lub być nieświadomym. Każda chwila będzie składała się na całość, którą możemy przeżyć jako człowiek wolny. Sport jest lekarstwem na wiele rzeczy i oto jeden z przykładów, kiedy pójście na trening jest lepsze i ważniejsze niż kolejne piwko z kolegami. Poczujesz miłość, przywiązanie, sport wciąga najmocniej, potem nie możesz już odejść. Układasz swoje życie tak by wszystko pasowało, zgadzało się, robisz wszystko by móc trenować, móc ćwiczyć. Sport pomaga wydorośleć i zmienić charakter na lepszy. Ćwiczenia nie kształtują tylko naszego ciała,lecz cały nasz umysł, nasze myśli. Kiedy biegniesz możesz się wyłączyć, myślisz o tym,żeby dobiec do celu. Najważniejsze to czuć się dobrze z tym co się robi, jeśli znajdziesz zajęcie, które da ci uśmiech, wygrasz wszystko. Sądzę, że wszystko na świecie jest możliwe i jeśli wpadłeś w kłopoty nie mów, że nie da się tego odkręcić, z wszystkiego da się wyjść. Trzeba chęci i motywacji, trzeba rzeczy, która będzie dla nas niczym Julia dla Romea.
Chciałabym was dzisiaj mocno i gorąco uściskać, hehe, bo nie wiem jak u was, ale u mnie pada deszczyk :<
Ostatnio znowu jakoś dziwnie się czuję, nie mogę się połapać czego chcę, gubię się, tęsknie za niektórymi rzeczami, ludźmi... Mam gorszy kontakt z niektórymi, wszystko i wszyscy wymyka mi się z rąk... ale dzisiaj nie o tym:) Dzisiaj mam dla was moje konkursowe opowiadanie, niestety nic nie zdobyłam, ale mi dosyć się podoba ;)
Sport jako alternatywa dla używek
Być nastolatkiem to ciężkie zadanie, pełne trosk szaleństw czy też trudnych decyzji. To okres najważniejszych wyborów, które często zbywają nam sen z powiek. Życie to wyzwanie, którego podejmujemy się dopiero, kiedy zaczynamy coś robić, o coś walczyć. To, że oddychasz nie znaczy, że żyjesz.
Jesteśmy w okresie, który pragnie wolności, zabaw, pragnie wszystkiego co niebezpieczne i zakazane, w którym najłatwiej się pogubić. Stawiane nam są przeróżne wymagania, które czasami staramy się spełnić aż nad to. W pewnym momencie do naszego mózgu dociera, że to co robimy teraz, rzeczy które wybierzemy w tym momencie wywierają ogromny wpływ i decydują o naszej przyszłości. To na wzór sytuacji, kiedy umyjesz głowę, nie wysuszysz włosów i wyjdziesz na dwór bez czapki, za jakiś czas leżysz w łóżku z gorączką i kichasz na pół miasta, oczywiście w najlepszym wypadku. I tak ten przykład jest dosyć delikatny. Bóle głowy i zatkany nos rzadko nas czegoś uczą, ale wylane łzy i cierpienie odciskają na nas 'wystarczające' piętno.
Będąc w stanie najwyższych emocji często szukamy czegoś co nas uspokoi, co choć na chwilę przyniesie ukojenie. Co najczęściej znajdują ludzie? Alkohol, narkotyki, papierosy, uzależnienia. Jest ich ogromna ilość i prawie każde kończą się tak samo, żalem, cierpieniem, tęsknotą za tym, co było kiedyś. Nawet nie wiecie, jak dużo zależy od nas samych. Sądzę, że nie mamy prawa oskarżać kogoś o nasze błędy, nasze smutki.
Świat zmienił się nie do poznania, wszystko przelatuje nam przez palce, jak piasek. Tak samo jest z naszym dzieciństwem, kończy się z pierwszym buchem, łykiem. Ulatuje jak dym z papierosa. Upadamy, jak strzepywany popiół, na ziemię. Jeszcze nie czujemy, że coś wypaliło nam dziurę w duszy. Myślimy, że to tylko zabawa. Zabawa skończyła się kiedy swoje misie oddałeś młodszemu kuzynowi. Tak jak można zdobyć świat, tak i można przegrać życie. Uważam, że każda ręka wyciągnięta po używkę jest ręką wyciągniętą po pistolet, który kiedyś wystrzeli. Często sami wystawiamy sobie wyrok, z góry, bez żadnych zasad i pytań. Bez większego zastanowienia pokazujemy światu, że upadamy. Nie wierzymy w samych siebie. Sądzimy, że jesteśmy beznadziejni, a wszystko co robimy nie ma sensu. Tak jest łatwiej. Łatwiej ocenia się z góry i nie walczy dalej, wtedy często sięgamy po używki. Myślimy, ze skoro jest źle i nic się nie zmieni, to chociaż poszaleję póki mogę -jeden z najgłupszych sposobów na przebycie swojego życia. Każda rzecz ma jakiś sens i nie należy jej odbierać czy ujmować. Pora wstać, uwierzyć w siebie. Spójrz w lustro i pomyśl co robisz ze swoim życiem, co robisz z życiem innych ludzi. Zmień coś w sobie. Zmień swoje myślenie. Wyjdź z bagna zanim cię porwie.
Metod na złagodzenie objawów uzależnienia jest wiele. Mamy wielu specjalistów, lekarzy, ośrodków, ale jeśli sam siebie nie uleczysz, nikt nie będzie mógł zrobić tego za ciebie. W ciele zawsze będzie jakaś pustka, czegoś będzie ci brakować. Musisz sam znaleźć siłę i miłość, dla której zerwiesz z nałogiem. Kiedy pomyślisz, że chcesz wrócić lub dopiero chcesz zacząć... ja bym to głęboko przemyślała. Przebiegnij się, przewietrz, uświadom sobie co robisz ze swoim życiem. Znajdź sport, który pokochasz, a on pokocha ciebie, dla którego będziesz wstanie zrobić wszystko. To zapełni pustkę, którą mogłeś zająć używkami. Zmieni to całe twoje życie, częściej zmiany te idą na lepszą stronę. Twoje dłonie nie będą się trzęsły. Oczy nie zapragną widoku lufki czy butelki. Mózg nie będzie chciał nie pamiętać lub być nieświadomym. Każda chwila będzie składała się na całość, którą możemy przeżyć jako człowiek wolny. Sport jest lekarstwem na wiele rzeczy i oto jeden z przykładów, kiedy pójście na trening jest lepsze i ważniejsze niż kolejne piwko z kolegami. Poczujesz miłość, przywiązanie, sport wciąga najmocniej, potem nie możesz już odejść. Układasz swoje życie tak by wszystko pasowało, zgadzało się, robisz wszystko by móc trenować, móc ćwiczyć. Sport pomaga wydorośleć i zmienić charakter na lepszy. Ćwiczenia nie kształtują tylko naszego ciała,lecz cały nasz umysł, nasze myśli. Kiedy biegniesz możesz się wyłączyć, myślisz o tym,żeby dobiec do celu. Najważniejsze to czuć się dobrze z tym co się robi, jeśli znajdziesz zajęcie, które da ci uśmiech, wygrasz wszystko. Sądzę, że wszystko na świecie jest możliwe i jeśli wpadłeś w kłopoty nie mów, że nie da się tego odkręcić, z wszystkiego da się wyjść. Trzeba chęci i motywacji, trzeba rzeczy, która będzie dla nas niczym Julia dla Romea.
poniedziałek, 12 maja 2014
Wywiad z Jakubem Kotem - człowiekiem, który zmienił moje życie....
-Gdybyś mógł coś w sobie zmienić, to co by o było?
| fot.Aneta Konior |
-Masz w sobie jakąś cechę, którą lubisz Ty, ale ktoś tobie bliski nie lub na odwrót?
- Trzeba by było zapytać o to kogoś z mojego otoczenia. Na ten moment nie mogę sobie przypomnieć,ale na pewno coś takiego jest. Są rzeczy, których w sobie ja nie lubię, ale ktoś inny sądzi, że są dobre. Jedni takie rzeczy uważają za wady, inni za zalety lub za neutralne. Każdy jest inną osobowością, nie wszystko jest jednakowe i różnimy się od siebie, dlatego nie wszystko komuś pasuje.
- Ile znaczą dla Ciebie Twoi fani? Jaką rolę odgrywają w Twoim życiu?
- Tak ostatnio sobie rozmyślałem, że jestem w sytuacji takiej, że rodzina, najbliższe mi osoby, chcą żebym skończył ze skakaniem. Nie męczył się. Jednak fani dalej mnie w tym wspierają. To nie są głupie słowa raz na jakiś czas, tylko naprawdę czuję to. Nie miałbym serca powiedzieć, że to koniec, bo wiem że bym ich zawiódł, mam jeszcze coś do udowodnienia.Oni znaczą dla mnie bardzo dużo, bo czuje od nich taka siłę, tą moc i bardzo chciałbym się im odwdzięczyć jakimiś wynikami. Najkrótsze napisane słowo, poczucie wsparcia to dla każdego sportowca jest bardzo dużo.
| fot.Aneta Konior |
- Dla mnie jest to bardzo dziwne, wiem że czasem jestem mylony z Maćkiem i się do tego przyzwyczaiłem. Są też osoby, które mnie z nim nie mylą i jak piszą o autografy itp. padają słowa, które naprawdę mnie zadziwiają, że jestem dla kogoś autorytetem, idolem, że chciałby brać ze mnie przykład. W ogóle nie wiem skąd ktoś mógł wymyślić, żeby brać ze mnie przykład. Są to słowa, które zwalają z nóg i nie pozwalają osiąść na laurach, dlatego nie mogę powiedzieć, że odpuszczam, jeśli właśni dla paru ludzi na świecie mogę być wzorem, mogę sprawić radość. Piszą, że mój uśmiech jest dla nich ważny, czuję że moim zachowaniem mogę sprawić przyjemność. Jest to dla mnie dziwne, bo nie ukrywajmy nie jestem teraz czołowym sportowcem, ale kiedy słyszę takie słowa to wiem, że to do czegoś zobowiązuje. Nie ukrywam, że nie mam za dużo czasu i nie mogę każdemu odpisać. Chciałbym być z fanami bliżej, ale wiem, że to nie jest za bardzo możliwe... ale zdaje sobie sprawę, że są osoby, którym moja odpowiedź daje radość. Gdybym miał możliwości i czas to chciałbym z nimi dłużej popisać. Chciałbym każdego traktować poważnie i posiadać ten czas, bo jeśli ktoś daje mi takie wsparcie, to na to zasługuje.
| fot.Aneta Konior |
-To zależy, jaki to jest okres. Ja jestem człowiekiem, który zdecydowanie za dużo myśli. Jak jest sezon to myślę o skokach, teraz mam studia to o studiach. Czasami tyle myśli chodzi mi po głowie, że zasypiam, innym razem układam sobie harmonogram w głowie.
-Co sądzisz o współczesnym świecie? Co Ci się w nim podoba, a co nie?
- Myślę, że każda rzecz ma swoje pozytywy i negatywy. Można znaleźć wiele takich rzeczy, które się podobają,ale jak się przesadzi to widać negatywne skutki. Wszystko jest dla ludzi i ze wszystkich aspektów życia można korzystać, ale wskazany jest umiar i jakaś równowaga wewnętrzna.Ja zawsze znajdę plusy i minusy.
- Co sprawia, że czujesz się szczęśliwy?
- Moje sukcesy, takie na które zapracowałem. Pamiętam jakieś lepsze momenty w skokach, kiedy od razu po wylądowaniu wiedziałem, że to był dobry skok i chciałbym się unieść jeszcze raz. Od razu uśmiech na twarzy. Na uczelni, jeśli coś zdam i uczyłem się, mam taką satysfakcję. Bardzo często jest tak, ze człowiek się stara, ale nie ma efektów, albo na odwrót coś wyjdzie przypadkiem. Taką radość wewnętrzna czuje, kiedy wiem, że na to zapracowałem, na studiach w skokach, czy w życiu osobistym, kiedy wiem, że ktoś jest dzięki mnie szczęśliwy.
- Potrafiłbyś wstać pewnego ranka i rzucić wszystko to co masz, zostawić skoki, rodzinę, przyjaciół?
- Tak odważnym człowiekiem to nie jestem. Wiadomo,że często chodzą po głowie takie myśli, żeby rzucić i wyjechać, ale jak przyjdzie co do czego to raczej człowiek jest za bardzo zakorzeniony. Nie wyobrażam sobie tak nagle powiedzieć dość, bo jednak pewnie za tydzień pewnie chodziłoby mi po głowie, żeby może wrócić. Wiadomo oczywiście, że to nie znaczy, że jak będę miał 45 lat to dalej będę skakał. Kiedyś tą trudną decyzję trzeba będzie podjąć. Są konflikty w rodzinie czy z przyjaciółmi, tak można sądzić,ale na drug dzień chce się dać szansę.
-Lubisz pomagać innym? Jeśli tak, mógłbyś powiedzieć co czujesz, gdy widzisz, że są rezultaty, że dałeś radę?
|
- Wiem, że jesteś bardzo wierzący i za to ja też Cię bardzo podziwiam, dałeś mi tym dużo do myślenia. Sądzisz, że to co się działo, dzieje teraz i jeszcze stanie jest zaplanowane przez Boga, że wszystko ma jakiś sens?Jakie masz podejście do przykrych sytuacji w Twoim życiu?
- To jest bardzo ciężka sprawa. Urodziłem się w takiej rodzinie i tak jestem wychowany, religijny, wierzący, ale wiadomo życie to życie. Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłem, to tak nie działa, że o coś się poprosi i zaraz to będzie dane. Są osoby, które nie wierzą, a mają bardzo dużo szczęścia. Świat jest dziwny i czasem zastanawiam się, dlaczego ktoś ma tak dużo tego szczęścia, a ja nie. Nie można wartościować ludzi, każdy jest inni i w co innego wierzy. Jestem religijny, ale nie ukrywam, że w życiu codziennym też zdarzy mi się robić coś nie tak, bo jednak świat jest pełen pokus. Z jednej strony wierzę, że to wszystko jest poukładane i tak ma być, skoro tu coś nie idzie, coś boli, to może jest jakiś znak z góry, z drugiej strony może to jest jakaś motywacja do walki. Wiadomo, że nic bez ciężkiej pracy się nie osiągnie, tylko przez jakieś modlitwy i rytuały, ale to tez jest ważne. Ogólnie sportowcy są wierzącymi ludźmi, chcą się zawierzyć Panu Bogu. Choć ja też tak mam, że jeśli mi się znowu coś nie uda, znowu smutek na twarzy, to patrzę w górę i pytam, dlaczego tak się stało, dlaczego znowu nie miałem tego szczęścia? Jestem wierzący i nie zamierzam tego zmieniać, chociaż święty nie jestem, nie byłem i pewnie nie będę, ale dobrze jest mieć oparcie w wierze, modlić się i wierzyć, że kiedyś będzie dobrze. Jak nie w tej dziedzinie, to w innej.
|
- Tak, oczywiście, że tak. Teraz mam najlepsze lata swojego życia-studiów, młodości. Skaczę, trenuję nie choruję zbyt poważnie, mam siły. To jest piękny czas i chcę go wykorzystać, chociaż nie zawsze tak jest.Kocham skoki, a one od kilku lat sprawiają mi więcej przykrości, jak radości. Wtedy tej radości z życia nie ma. Nawet rodzice mówią, że to widać, jak męczę się tym wszystkim, chodzę przygnębiony. To nie o to chodzi. To co człowiek robi ma sprawiać radość, przyjemność, a w moim przypadku jest teraz trochę odwrotnie. Cieszę się, że żyję. Kiedy słyszę te różne historie o chorych dzieciach, które nigdy nie zaznają takiego szczęścia jak ja, wtedy dziękuję, że narodziłem się zdrowy. Mogę trenować, uczyć się, bawić, a wiem, że nie wszystkim jest to dane.
- Wiesz, że co byś nie zrobił, będziemy Cię wspierać?
-Bardzo miło mi to słyszeć. Dostaję takie zapewnienia, że mimo wszystko będą mnie wspierać. Jest to bardzo miłe, rozumem jakbym był na miejscu Maćka, który jest na szczycie i wszyscy go znają. W mojej sytuacji jest to szczególnie miłe. Wiem, że inni skoczkowie mają więcej fanów, ale jednak dla mnie każda taka osoba jest ważna. Czasem aż jest mi głupio, bo jeśli teraz tak piszą, to bo będzie jak mi zacznie iść!?
- Pytanie związane z tym co dzieje się na świecie: myślisz, że wybuchnie wojna? Choć tak naprawdę ona już tam jest, skoro na Ukrainie giną ludzie?
- Można powiedzieć, że ona już tam jest. Wiadomo,że możne rozpętać się z większymi skutkami. Na świecie jest tyle rożnych krajów, nacji, że zawsze będą konflikty. Trzeba się modlić o pokój i mieć nadzieje,że on kiedyś nastanie. Przykre jest patrzenie, jak giną zwykli ludzie, małe dzieci. My za bardzo nie możemy nic tutaj zrobić... co tu dużo mówić na takie rzeczy patrzy się z wielką przykrością.
sobota, 10 maja 2014
Miły piąteczek
Co tam u was moje Koteczki?! Jak spędzacie weekend?
Ja właśnie skończyłam pisać opowiadania na religię i polski, wypadałoby zrobić jeszcze kolaż albo nauczyć się wiersza, ale okropnie mi się nie chce! Jedynie może przeczytam fizykę, ale bez szaleństw.
Miałam dodać jakiego posta wczoraj, ale tak wyszło, że pojechałam na małe zakupki, a potem organizowałam grilla. Mmmm ogromnie to kocham.Uwielbiam jak jest dużo ludzi wokół mnie, gra muzyka, bawimy się, hasamy z Kamilem. Nawet nie wiecie jak kocham imprezy, haha. Moja szalona mamusia niestety trochę za bardzo martwi się o sąsiadów, ale tak to była bardzo wyrozumiała i aż mi głupio przed nią, haha. Naprawdę było ciekawie, bardzo ciekawie.Jedyny ból, po wczoraj to kręgosłup, bo mój najukochańszy kolega wyrąbał mnie na beton i myślałam, że już nie wstanę plus ubrudzone buty, jak to stwierdził Przemek, dobrze że nie zgubiłam.
Powiem wam, że w ostatnim czasie poznałam tak super chłopaków, że no po prostu brak mi słów! Super kumple, a imprezy z nimi to już w ogóle bajeczka! Mam nadzieję, że nasze kontakty będą coraz lepsze, a nie na odwrót!
Zaczyna się zabawa znowu, jejku aż mam humor idealny! Tylko trochę mi szkoda, z jednego powodu, ale muszę się trochę zmienić i wierzę, że mi się uda!
Miałam dodać jakiego posta wczoraj, ale tak wyszło, że pojechałam na małe zakupki, a potem organizowałam grilla. Mmmm ogromnie to kocham.Uwielbiam jak jest dużo ludzi wokół mnie, gra muzyka, bawimy się, hasamy z Kamilem. Nawet nie wiecie jak kocham imprezy, haha. Moja szalona mamusia niestety trochę za bardzo martwi się o sąsiadów, ale tak to była bardzo wyrozumiała i aż mi głupio przed nią, haha. Naprawdę było ciekawie, bardzo ciekawie.Jedyny ból, po wczoraj to kręgosłup, bo mój najukochańszy kolega wyrąbał mnie na beton i myślałam, że już nie wstanę plus ubrudzone buty, jak to stwierdził Przemek, dobrze że nie zgubiłam.
Powiem wam, że w ostatnim czasie poznałam tak super chłopaków, że no po prostu brak mi słów! Super kumple, a imprezy z nimi to już w ogóle bajeczka! Mam nadzieję, że nasze kontakty będą coraz lepsze, a nie na odwrót!
Zaczyna się zabawa znowu, jejku aż mam humor idealny! Tylko trochę mi szkoda, z jednego powodu, ale muszę się trochę zmienić i wierzę, że mi się uda!
niedziela, 4 maja 2014
Finally found you...
Pogoda dała nam trochę w kość, co nie? Ale pewnie teraz już zrobi się cieplutko i będziemy się opalać i leżakować, heh:) Mimo wszystko raczej miło spędziłam ten czas. W tym momencie maluję paznokcie, słucham piosenki Finally found you i myślę o tej nieznanej, nieodkrytej, pięknej Australii. Ciekawe czy cokolwiek mi się uda.
Będzie o czym rozmawiać... Rodzicom znowu zapaliła się lampeczka, która przypomina im, jak im się podobało... ech dziwne to wszystko, smutno mi tylko, że przez to moje 'olśnienie' trochę wypominają Patrykowi, że wrócił. Ja nie mam do niego żalu, bo w jakimś stopniu dzięki niemu tam byłam, no i mam o co walczyć. Mogę tworzyć własną historię. I mam ogromną nadzieję, że wyciągnę go tam ze sobą.
Marzę, że kiedyś i ja zrobię vloga o przygotowaniach, podróży, że kiedyś ja będę mogła dawać innym przykład i nadzieję na wyjazd do AU...
Mam parę pomysłów na posty i postaram się je zrealizować. Napiszę trochę o wymogach i dofinansowaniu na otwarcie własnego przedszkola, bo szukam mamie takich rzeczy to i wam podrzucę.
Myślę też o zrobieniu wywiadu z osobą, która zmieniła moje życie, ale musicie być cierpliwi :)
Teraz zmykam pracować nad moim problemem, muszę wymyślić jakieś rozwiązanie ;)
Miłego dnia :*
środa, 30 kwietnia 2014
Stosunki międzynarodowe, psychologia, jakie studia? Przepis na pizze bez drożdży
Słonko tak pięknie świeci, że od razu wszystko się chce! Oby złe prognozy na majówkę się nie spełniły :< Wyjeżdżacie gdzieś czy leniuchujecie w domku? Ja raczej spędzę ten czas na nauce i zabawie :)
Ostatnio myślałam trochę o tym, że na świecie jest tyle rzeczy do robienia, a ja w sumie dokładnie jeszcze nie wiem co chcę robić i za pewne ma tak wiele osób w moim wieku. Wszystko w jakiś sposób ciągnie, wszystko jest ciekawe, ale no cóż to już nie będzie zabawa. Myślałam o tym, że przecież mogłam urodzić się zupełnie gdzie indziej, kim innym... jak wtedy wyglądałoby moje życie. Mogłabym próbować swoich sił w FBI w USA albo starać się przeżyć w Afganistanie... wszystko jest takie dziwne, że szkoda słów!
Niby chcę iść na tę psychologie, ale przecież psychologia, prawo,lekarz, ekonomia, przecież tych zawodów do wykonywania są setki! Jak byłam mała chciałam zostać detektywem albo jakimś specjalnym agentem, haha, tylko może nie w Polsce.Gdyby ktoś nagle zaproponował mi pracę w Ameryce, w takim zawodzie to pewnie rzuciłabym wszystko. A teraz myśląc serio i szczerze... sądzę, że wszystko jest możliwe i jeśli coś się lubi robić, jeśli o czymś się marzy, to to musi w końcu się spełnić.
A ja, żeby znaleźć coś dla siebie szukam różnych studiów, z przedmiotami, które lubię i kierunków, w których będę się dobrze czuła. Oczywiście mówię tu raczej o studiowaniu za granicą, raczej o AU. Ale chcąc trochę waszej opinii powiedźcie mi co sądzicie o studiowaniu stosunków międzynarodowych, bo to ostatnio mnie zainteresowało, psychologi, zarządzania ew. bezpieczeństwa wewnętrznego? :) I z góry mówię, że opinie typu: fabryka bezrobotnych itp. naprawdę nic nie dają. W Polsce większość rzeczy to fabryka bezrobotnych, nigdy nie masz pewności, że znajdziesz pracę w swoim zawodzie i zresztą w AU pewnie też tak jest. Jednak jak się czegoś chcę i coś się z tym robi, to się wygrywa!
Wczoraj zrobiłam sobie moją ukochaną pizze bez drożdży
Składniki:
sól, pieprz, bazylia
Składniki mieszamy ręcznie w misce. Ugniatamy aż do uzyskania jednolitej masy. (Ciasto powinno być sprężyste i trochę trudne do rozwałkowania.)
Piekarnik ustawiamy na 180° C.
Następnie wałkujemy ciasto (w zależności od upodobania, na cienką warstwę lub grubą) nakłuwamy je w kilku miejscach widelcem.
Dodatki jakie chcecie, ja dałam ser, kukurydza i cebula.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)


.png)