Oh, tell me you love me
czwartek, 8 lutego 2018
'Kobiety, czego wy w ogóle chcecie?'
piątek, 2 lutego 2018
Solitudine, loneliness, soledad, samotność...wiele języków, to samo echo
Jak żyć z samotnością lub inaczej jak samotność pokonać? Pozbyć się jej, a może po prostu się do niej przyzwyczaić? Czy da przyzwyczaić się do uczucia samotności? Przecież zawsze byłeś duszą towarzystwa, potrafiłeś odnaleźć się w każdej sytuacji, ale czy to ma większe znaczenie? Zastanów się czy będąc wśród tych wszystkich ludzi nie byłeś samotny? Prawdopodobnie w mniejszym bądź większym stopniu gdzieś już to poczułeś. Z drugiej strony chyba wtedy nie wyobrażałeś sobie jak to jest być samotnym, całkowicie samotnym. Prawdopodobnie nie mogłeś zdawać sobie z tego sprawy, bo nie doświadczyłeś aż tak silnych przeżyć oddalenia, osamotnienia.Chciałabym napisać wam, jak sobie z tym radzić, chciałabym stworzyć porady, które pomogą innym ponownie sobie radzić, nauczyć się żyć na nowo. Mam tylko jeden mały problem...Nie mogę napisać poradnika pod tytułem ''Jak zwalczyć samotność'', skoro sama nie znalazłam na to sposobu i sama codziennie z nią walczę, czasem z nią wygrywam, ale nie stale. Jestem człowiekiem, odnoszę porażki jeśli chodzi o walki ze sama sobą. Jeśli chodzi o granice między tym co myślę, a mówię, czuję a robię.
Nie ma dokładnie opracowanej, jednej i głównej definicji samotności, każdy ma prawo inaczej ją odczuwać i możne być czym innym spowodowana. Według badań przeprowadzonych przez brytyjską organizację samotność jest głębokim uczuciem przytłoczenia i odrzucenia, inni naukowcy mówią o ogromnej potrzebie przynależności ludzi. Samotność nie idzie w parze z rozwojem człowieka. Człowiek nie powinien iść w parze z samotnością.
Można być samotnym siedząc w pokoju pełnym ludzi, będąc na imprezie z licznymi znajomymi. Można tez być dosłownie samotnym, kiedy otaczają cię nieliczni ludzie, a przede wszystkim nie są to ludzie, którzy odgrywają w twoim życiu najważniejsze role.
Moja samotność bywała rożna, prawdopodobnie mam swoją własną definicje tego słowa, dla mnie to straszne uczucie. Zmieniało się ono wraz z wiekiem i sytuacjach w jakich byłam, prawdopodobnie takie uczucia maja mało wspólnego z obecnym stanem w jakim się znajdujesz. Możesz być szczęśliwy, ale podświadomie czuć się samotnie.
"Samotny mózg" i "samotne serce"
a) Co ja tu robię? - zastanawiam się od dłuższego czasu- a tak jestem na najlepszej imprezie w mieście. Dookoła widzę pełno znajomych twarzy, uśmiecham się pod nosem, pije kolejnego drinka,tańczę do swoich ulubionych piosenek. Zaraz przyjdzie jeszcze więcej znajomych, z którymi mam tyle świetnych wspomnień. Mam na imię Kasia, studiuję architekturę w Warszawie. Dziewięciuset znajomych na fejsie, sześćset followersów na instagramie, połowa tego na snapie. Snapuje, vloguje, jestem aktywna, żyje w internecie tak samo jak i w realu. Każdy uwielbia moją osobowość, każdy możne ze mną porozmawiać, pobawić się. Ludzie mnie lubią, ja chyba lubię ich. Od jakiegoś czasu coś jest nie tak, wychodzę z najlepszymi przyjaciółkami, ale wydaje mi się jakbym była z nimi tylko ciałem, duchem... mój duch gdzieś odlatuje. Potrafię być zabójczo urocza i szczęśliwa, zagryzam zęby kiedy coś mnie boli. Wydaje mi się, ze mam dużo ludzi na których mogłabym liczyć, no właśnie wydaje mi się. Wcale nie jestem tego taka pewna, dlatego tak często nawet gdy jestem z nimi łapie mnie uczucie, że jestem tak bardzo samotna. Mam szczęśliwa rodzinę, dobrego chłopaka i porządnych kolegów, ale czuję się jakbym była skazana tylko na siebie. Jakby oprócz mnie nie było nikogo. Nie jestem pewna nawet siebie, a co dopiero ludzi dookoła. Czemu znowu tutaj jestem, gdzie ja powinnam teraz być? Tysiąc pytań w mojej głowie i ten ból w skroni, ból i uczucie przygnębienia, nie pozwalam im wydostać się na wierzch, ale w środku... w środku jestem jak mała dziewczynka, którą wszyscy porzucili. Wydaje mi się, ze boje się stracić tych wszystkich wspaniałych ludzi, ale czy ja ich w ogóle mam?
b) Kolejny dzień wracam po pracy, rzucam siatki z zakupami w kuchni i patrzę na telefon, wciąż nie dzwoni. Kolejne godziny mijają, zegar uporczywie tyka, ale czuję jak te godziny oznaczają dla mnie wieczność, wieczność w samotności. Jedna głupia godzina trwa i trwa, tydzień, drugi tydzień, kiedy skończy się ten miesiąc? Kiedy będę mógł ich zobaczyć, przytulić? Kiedy będę mógł rzucić to wszystko i być tam gdzie chce, być z tymi których kocham, z którymi dziele swoje życie? Mam 25 lat, wyjechałem zaraz po studiach, pracuje w Niemczech, mam na imię Tomek i czuje się cholernie samotny w miejscu w którym teraz jestem. Mam znajomych, oczywiście, mam paru kolegów w pracy z którymi wychodzę co jakiś czas na piwo, choć tak naprawdę w ogóle nie mam na to ochoty, nie chcę poznawać nowych ludzi. Mam już ludzi, którzy są dla mnie ważni, z którymi chciałbym spędzać czas, ale nie mogę. W natłoku myśli, schodzę z powrotem do kuchni, żeby przygotować sobie obiad. Staram się robić wszystko by zapełnić czas, by nie czuć pustki, samotności. Zapomnieć o tym, ze ktoś powinien tu być, a uporczywie go nie ma.
Dwa dni temu dostałem awans, w sumie racja sprawiło mi to dużo szczęścia. Lubię to co robię, cieszyłem się. Cieszynem się, ale sam. Chciałem wrócić do domu, wziąć swoja dziewczynę w ramiona i pochwalić się co osiągnąłem... jedyne co mogłem zrobić w tym momencie to do niej zadzwonić.
- Zuza nie uwierzysz! Awansowałem- w odpowiedzi dostałem jej pisk szczęścia i śmiech.
-Widzisz, wiedziałam, jesteś wspaniały, jestem taka dumna!- niemal wykrzyczała, a potem wystąpiła niezręczna cisza.. tak w tym momencie powinienem ją mocno przytulic i kazać jej uszykować się na wykwitną kolacje, żebyśmy mogli to uczcić. Jedyne co mogę jej zaproponować w tym momencie, to wino przez skype. Serce podchodzi mi do gardła, kiedy dociera do mnie, że powonieniem się cieszyć, ale nie mam się z kim tym szczęściem naprawdę podzielić.
Który tytuł z wyżej przeze mnie napisanych pasuje do sytuacji a, który do b?
Prawdopodobnie każdy w jakiejś setnej procenta odpowiada do obydwóch. Chciałam wam tylko pokazać, że samotność może być bardzo różna, takich przykładów moglibyśmy znaleźć jeszcze więcej, może z którymś z nich możecie się utożsamić? Życzę wam, żeby to nie była prawda, żebyście nigdy nie dochodzili do takich punktów. Uczucie samotności prowadzi do problemów... przede wszystkim niszczy to, co jest w Tobie piękne.
Powyższy tekst jest opisem samotności według mnie, specjalnie nie napisałam jak wyglądała/ wygląda ona u mnie i na razie wstrzymam się z taką historią. Nie jestem psychologiem i prawdopodobnie mogę odbierać niektóre rzeczy w nieodpowiedni sposób, jednak przykłady które podałam, w pewien sposób są oparte na moich doświadczeniach czy wiedzy. Może poszukamy wyjścia z takich sytuacji?
czwartek, 1 lutego 2018
We'll wish we could come back to these days
We were gonna move to Brooklyn
You were gonna study Art
Love is just a tool
To remind who we are
You were gonna study Art
Love is just a tool
To remind who we are
Ostatnimi czasy rzadko wchodziłam na tego bloga, raczej z przypadku, jak można zauważyć, z poprzedniego już roku wstawiłam tutaj tylko dwa posty. Przez ten cały czas bardzo mało pisałam, tak naprawdę wcale. Czasem parę zdań, które coś dla mnie znaczyły, ale właśnie z tym czasem uświadomiłam sobie, że prowadzenie bloga było dla mnie czymś przyjemnym. Jest to takie miejsce, w którym mogę się podzielić nie tylko swoim życiem, ale też swoimi myślami i chyba jest to dla mnie swojego rodzaju terapia, którą postanowiłam wznowić. Nie wspominam już o fakcie, że właśnie pisanie sprawiało mi ogromną radość, pewnie też pozwoliło się rozwijać i uporać z emocjami.
U mnie bardzo dużo się pozmieniało od początku założenia tego bloga, wczoraj postanowiłam zrobić na nim trochę porządków, a przy okazji przeczytałam niektóre wątki. Prócz okropnego stylu pisania, chaotyczności, znalazłam też wiele bawiących mnie elementów, jak moje stare przygody, znajomości i plany na przyszłość, która teraz chyba jest zupełnie inna, bynajmniej na pewno się różni. Zamiast zakładania nowej strony, pousuwałam niektóre stare posty, ale nie wszystkie, więc podejdźmy do nich z przymrużeniem oka, jednak czas i mój wiek zmieniły jeszcze więcej. W tym roku będę dobijać 20 lat i moje spojrzenie na świat, życie, związki,przyjaźnie jest... inne.
Nie do końca wiem od czego zacząć kontynuację, od opowiedzenia jak moje życie wygląda teraz, jak wygląda Anglia, studia, sama ja? Myślę, że nazbierałam trochę doświadczeń i przeżyć, którymi mogłabym i chciałabym się tutaj podzielić. Tak jak wspominałam wcześniej, chciałabym pozwolić sobie tutaj na otworzenie moich emocji na świat. W moim życiu różnie sobie ze wszystkim radziłam, miałam dobre i złe momenty, wielu rzeczy się nauczyłam i mimo, że pewnie nie będzie to proste, chciałabym zmotywować niektórych do zmiany na lepsze. Samą siebie chyba też. Jeśli będę potrafiła pisać o osobistych elementach mojego życia i próbie ich zmiany, chciałabym komuś tym pomóc. Myślę, że w kolejnym poście opiszę pokrótce drogę do miejsca w którym dziś jestem, a dalej będę pisać co podpowie mi serce.
Miło mi jest znowu tutaj być :)
niedziela, 3 września 2017
'You said that we would always be'
"Najpiękniejszym prezentem, który możemy dostać (nie tylko w Walentynki) jest człowiek, który jest. Który daje swoją obecność. Który odbiera telefon. Który dotrzymuje słowa. Każda miłość zaczyna się od obecności i do obecności się sprowadza."
— 8ipol.com
Dostałam się na studia w Anglii, taaak.. za parę tygodni będę już studentką University of Leicester -w tym momencie tylko głośno wzdycham- pamiętam jak kilka miesięcy temu skakałam pod sufit, kiedy dostałam wyniki IELTS bądź mojej matury, kiedy mogłam mówić "Olka zrobiłaś to, dostałaś się!". Dlaczego dziś zamiast radości wkrada się strach i ból? Jestem dumna, że osiągnęłam tyle na poziomie edukacyjnym, nie mogę powiedzieć, że nie jestem z siebie zadowolona. Tak, tutaj zaraz pojawi się słynne 'ale' i wszystko zostanie rozłożone na części pierwsze. Od radości do płaczu.
Jest podniecenie nowym doświadczeniem i strach, wielki strach o to czy sobie poradzę, czy dam radę z moim angielskim, czy przełamię swoje bariery, czy tam wytrzymam. Milion pytań o moje przyszłe życie, obowiązki, szkołę. Czuję się jak małe, paroletnie dziecko, które musi iść do przedszkola i jest przerażone, że nagle jego bezpieczne miejsce przy rodzicach, w cieplutkim domu, zostaje mu wydarte na to kilka godzin dziennie, a jakby na wieczność.
Wydaje mi się, że gdybym bała się tylko o to byłoby łatwiej, przecież zawsze jakoś sobie radziłam. Jednak oczy pieką mnie dzisiaj, bo myślę o tym, co muszę zostawić, o kimś. Trudno jest uzmysłowić sobie, że za jakiś czas nie będę widywała go codziennie, nie będę mogła się przytulić po ciężkim dniu. Nie będzie mnie gilgotał i szczypał. Ja nie będę denerwować się, że jak zwykle jest spóźniony na kolacje. Przez ostatni rok, spędzaliśmy ze sobą praktycznie każdy dzień, nasze przerwy nigdy nie były dłuższe niż tydzień. A teraz... teraz są wizje wspólnych weekendów co jakiś czas, spędzanych w biegu między samolotami. Przeraża mnie to, że człowiek szuka drugiej osoby tyle czasu, wiele musi przeżyć, znieść. Musi poznać setki, tysiące ludzi, mieć złamane serce kilka razy, przepłakać setki wieczorów zanim znajdzie kogoś, kto po prostu jest. Kto wzmaga w nas uczucie, że będzie stale. Nie jest wyjątkowy, tak jak i my, robi błędy, krzywdzi, denerwuje, ale kocha i my też kochamy z całym bagażem wad i zalet, całość, bezpodstawnie i nie oczekując za to oklasków. A potem pyk,bam, pifpaf i nagle trzeba się rozdzielić. Trzeba prze bookować plany wspólnej przyszłości na później. Trzeba zaplanować loty na najbliższe kilka miesięcy. Trzeba będzie iść w nowe miejsca samemu bądź stare wspólne grono, bez tej drugiej połówki. Trzeba będzie żyć za dwoje, we dwoje, osobno, razem.
Czego najbardziej się boje? O matko, chyba wszystkiego, pożegnania, rozłąki, samotności, odpowiedzialności, rozmów przez skype, wieczorów z dziewczynami, weekendów bez niego, złości, kłótni, zazdrości, żalu, odległości, bezsilności, braku dotyku, a w końcu przyzwyczajenia do nieobecności.
Boję się, że któreś z nas nie wytrzyma, presji, wymagań, rozłąki. Boję się, że nie będzie chciał zostawić swojego życia dla mnie i zamiast weekendów, a wreszcie przeprowadzki, zostanie unikanie i wymówki. Co mam powiedzieć. Jestem przerażona, że teraz ten związek będzie trudniejszy, będzie o wiele więcej od nas wymagał i każdy jego moment będzie ulotny.
"Kiedy na nią patrzę, myślę wyłącznie o tym, że pewnego dnia nie będę już mógł jej oglądać."
Zastanawiam się, jak mam skupić się na szczęściu i wyznaczaniu planów na przyszłość. Wiem, że to jedna rzecz, która potrzebna nam jest by przetrwać. Dołując się i wymyślając czarne scenariusze, podświadomie zniszczymy to, co jest między nami. Dlaczego choć to wiem, nie umiem robić tego co trzeba?
Mówią "wystarczy chcieć", "wystarczy kochać". Kocham go, tylko tyle, dla mnie aż tyle.
Mówią "wystarczy chcieć", "wystarczy kochać". Kocham go, tylko tyle, dla mnie aż tyle.
You said you’d follow me anywhere
But your eyes tell me you won’t be there
I’ve gotta learn how to love without you
I’ve gotta carry my cross without you
czwartek, 9 marca 2017
That I'm yours
Tak dawno nie pisałam, że wydaje mi się, że moje palce nie będą niedługo potrafiły ciskać w odpowiednie klawisze. Mój mózg nie wyda odpowiednich rozkazów i słowa, które tak lubiły ze mnie płynąć, zablokują się nagle przez moje nieangażowanie. Nie uważam, że to co piszę, ma jakieś szczególne znaczenie, czy większą wartość literacką czy psychologiczną, jednak gdzieś w tle czai się w mnie nadzieja, że kiedyś będę w stanie napisać książkę. Prawdziwą, dobrą książkę, jaką sama chciałabym przeczytać.
Czasami zastanawiam się, jak to jest... utarło się, że artyści mają chwiejną osobowość, a najłatwiej piszę im się w bólu i żalu. Zastanawiam się nad tym, bo to chyba dotyczy też mnie, kiedy układa mi się w sprawach sercowych, ciężko mi pisać, pomysły nie przychodzą tak chętnie, a może to tylko brak czasu na to wpływa. Broń Boże, to nie znaczy, że teraz moje sprawy idą w złym kierunku, wręcz przeciwnie. To też przyczyna, dla której próbuje nauczyć się pisać w miłości. Większość moich tekstów była skupiona na cierpieniu, fizycznym czy też psychicznym. Pisanie nie stawiało mi granic, pozwalało na wyrzucenie z siebie wszystkich złych emocji, nie raz pewnie ratowało mi tyłek. Pozwoliło mi się otworzyć, na świat, na to, że moje emocje nie są złe czy niepotrzebne. Nawet żal, nienawiść i złość są częścią nas, nie możemy się ich wyprzeć, wtedy tylko je spotęgujemy. Jednak czasem tak trudno nam je zaakceptować. Trudno jest się pogodzić, wybaczyć.Komuś, światu, a przede wszystkim samemu sobie. Przyznam się szczerze, że z niektóre sprawy nadal sprawiają mi ból i czasem nadal ciężko jest oddychać, ale jest też moje największe szczęście, którego nigdy w życiu się nie spodziewałam, nawet nie chcę mówić, że było to zaskoczeniem, to było niemożliwością, a teraz jest i trwa. Mój chłopak. Po wszystkich moich ekscesach, zawirowaniach, popapranych lata życia, nie liczyłam na to, że spotkam prawdziwą miłość, ba. Przestałam w nią wierzyć, sądziłam, że zostanę sama i będę się bawić, jak bardzo się myliłam. W jednym momencie, chwili, ułamku sekundy pojawił się cud, mój prawdziwy cud. Pamiętam jak na początku wakacji, w chwili całkowitego załamania, kiedy płakałam i wyłam z rozpaczy, poprosiłam Boga o jakiś cud, o zmianę, o kogoś kto pomoże mi się podnieść. Po jakimś czasie poznałam swojego obecnego chłopaka, a po paru miesiącach zrozumiałam, że moja prośba została wysłuchana i spełniona. Nie wiem czy można tak mówić o ludziach, ale zawdzięczam mu bardzo wiele rzeczy i wiem, że gdyby nie on, jego miłość, różnie mogłoby ze mną być. Przyznaję się otwarcie, nie umiałam sobie radzić sama ze sobą. Powoli to zmieniam, nie będę oszukiwać, nie jest to takie proste, są lepsze i gorsze dni, ale staram się żyć i myśleć inaczej, jeszcze nie umiem tak pozytywnie jak kiedyś, ale chociaż mam motywację do nauki. Dziwne jak szybko wszystko się zmienia, dni lecą nam przez palce, nie mam pojęcia, gdzie podziały się ostatnie dwa lata mojego życia. Bałam się zmian, ale one przyszły same, nikt nie pytał mnie o zgodę, wniosły lepsze, te zmiany stworzyły nowszą, lepszą mnie.
piątek, 12 sierpnia 2016
Note from Rimini 2016
Nie pamiętam, jak dawno nie pisałam na tym blogu. Zauważyłam, że piszę posty tylko wtedy, kiedy w moim życiu jest naprawdę źle lub szaleńczo dobrze, kiedy chcę się z wami podzielić tym co czuję. Żałuję, że zaniedbałam tak wiele rzeczy w swoim życiu i dalej to robię, dlatego powinnam się zmienić, znowu. Przestać poświęcać się rzeczom, które nic pozytywnego do mojego życia nie wnoszą. Mam za duże wymagania i za wielkie ambicje na marnowanie czasu, czy to źle czy dobrze, sama nie wiem. Wiem tylko tyle, że są rzeczy ważne i ważniejsze i mimo wielu problemów, jakie w ostatnim czasie u mnie zaistniały nie powinnam i nie mogę marnować swoich szans. Pewnie nudzą was moje monologi, ale wybaczcie, to miejsce daje mi możliwość na upust wszelkim emocjom, słowom i gestom.
Piszę ten post, ze słonecznego i wspaniałego jak zawsze Rimini, sierpniowe wypady do Włoch chyba zostaną moją tradycją, którą będę kontynuować, póki tu nie zamieszkam chociaż na rok. Gdyby nie sytuacja Wielkiej Brytanii z brexitem, to mógłby być już kolejny rok, zaraz po maturze. Niestety bądź stety korzystam z możliwie ostatnich szans, jakie czekają mój rocznik na studia w Anglii i Włochy będą musiały jeszcze troszkę poczekać. Znowu jestem w mojej ulubionej szkole, ach... ile radości sprawiają mi tutaj najmniejsze 'pierdoły'.. ludzie mogą nie rozumieć, czemu tutaj poranek jest lepszy, czemu o godzinie 7 rano budzę się z uśmiechem, zamiast z miną zbitego psa, dlaczego kawałek pizzy smakuje tu milion razy lepiej, a napis 'fumare uccide' nie straszy, a nawet brzmi pięknie. Chyba odnalazłam swój raj, bo to miejsce, zaraz po Australii daje mi najwięcej szczęścia. Mimo całego bagna, w które wprowadziło mnie życie, tutaj jestem szczęśliwa, spełniona, jestem sobą. Tutaj nie ma Oli, która gra, tutaj jest Olga, która jest silna, ale spokojna, waleczna, ale cierpliwa. Taka Olga, do której niektórzy naprawdę lubią wracać, Olga, która potrafi zabić swoim wdziękiem nie robiąc niczego szczególnego! Słowa 'dziękuję' wypowiedziane do Boga i moich rodziców, mogą tu nie wystarczyć, to trzeba poczuć, trzeba poczuć moje emocje. Wieczorny spacer po plaży, ciepła woda obmywająca moje stopy, spokój jaki mnie wypełnia, Boże, nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna. Czuję, że cały ból jaki mnie spotkał zostanie wynagrodzony, zostanę jeszcze tym kim chciałbym być, będę pisać książki w paru językach spotykać niesamowitych ludzi, mieć domki i mieszkania na każdym kontynencie, będę podróżować, kochać i pisać z myślą jak jestem wam wdzięczna.
Oddaje się tu każdej przyjemności, jeżdżę na rowerze, spaceruję, oglądam najpiękniejsze zachody słońca.
Piszę ten post, ze słonecznego i wspaniałego jak zawsze Rimini, sierpniowe wypady do Włoch chyba zostaną moją tradycją, którą będę kontynuować, póki tu nie zamieszkam chociaż na rok. Gdyby nie sytuacja Wielkiej Brytanii z brexitem, to mógłby być już kolejny rok, zaraz po maturze. Niestety bądź stety korzystam z możliwie ostatnich szans, jakie czekają mój rocznik na studia w Anglii i Włochy będą musiały jeszcze troszkę poczekać. Znowu jestem w mojej ulubionej szkole, ach... ile radości sprawiają mi tutaj najmniejsze 'pierdoły'.. ludzie mogą nie rozumieć, czemu tutaj poranek jest lepszy, czemu o godzinie 7 rano budzę się z uśmiechem, zamiast z miną zbitego psa, dlaczego kawałek pizzy smakuje tu milion razy lepiej, a napis 'fumare uccide' nie straszy, a nawet brzmi pięknie. Chyba odnalazłam swój raj, bo to miejsce, zaraz po Australii daje mi najwięcej szczęścia. Mimo całego bagna, w które wprowadziło mnie życie, tutaj jestem szczęśliwa, spełniona, jestem sobą. Tutaj nie ma Oli, która gra, tutaj jest Olga, która jest silna, ale spokojna, waleczna, ale cierpliwa. Taka Olga, do której niektórzy naprawdę lubią wracać, Olga, która potrafi zabić swoim wdziękiem nie robiąc niczego szczególnego! Słowa 'dziękuję' wypowiedziane do Boga i moich rodziców, mogą tu nie wystarczyć, to trzeba poczuć, trzeba poczuć moje emocje. Wieczorny spacer po plaży, ciepła woda obmywająca moje stopy, spokój jaki mnie wypełnia, Boże, nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna. Czuję, że cały ból jaki mnie spotkał zostanie wynagrodzony, zostanę jeszcze tym kim chciałbym być, będę pisać książki w paru językach spotykać niesamowitych ludzi, mieć domki i mieszkania na każdym kontynencie, będę podróżować, kochać i pisać z myślą jak jestem wam wdzięczna.
Oddaje się tu każdej przyjemności, jeżdżę na rowerze, spaceruję, oglądam najpiękniejsze zachody słońca.
czwartek, 24 marca 2016
Przyszła wiosna, pora ćwiczyć
Czas tak szybko mija, że nie za bardzo dociera do mnie, że już koniec marca, WIOSNA, święta, ptaszki śpiewają, kwiatuszki wyrastają, a ludzie? ludzie się niby zakochują. Ja w tym roku odpuszczam, szczególnie, że niedługo rocznica wybicia szczytu mojej głupoty, haha.
Mam swoje wielkie love story z Włochami i kolejnymi planami wyjazdu podczas wakacji. Tym razem mam chrapkę na dłuższy okres, bo powiedzmy miesiąc, jedyną kwestią pozostaje wybór miejsca. Oficjalnie jestem zakochana w urokach Sardynii, ale dam sobie jeszcze troszkę czasu na zastanowienie. Może uda mi się pojechać w ramach projektu Aupair, jeśli nie to wybiorę którąś szkołę i jej ofertę. W każdym razie, już czuję zachwyt i lekkie podniecenie. Na pierwszy miesiąc wakacji prawdopodobnie wybiorę Anglię, chciałabym trochę popracować i nabrać wprawy w komunikacji po angielsku, w końcu.... za rok matura, a po maturze Birmingham, Sunderland czy któryś z innych uniwersytetów.
Ruszyłam trochę dupcię i zaczęłam ćwiczyć z Mel B i muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektów, nie mówię o chudnięciu, bo na to najlepszym moim sposobem, jest stres i problemy, to dzięki nim wyglądam szczuplej, haha. Wiem, że nie ma w tym nic zabawnego, ale czasami jest już tak źle, że zostaje tylko śmiech. Wracając, najbardziej polecam ćwiczenia na pupę.
Mam swoje wielkie love story z Włochami i kolejnymi planami wyjazdu podczas wakacji. Tym razem mam chrapkę na dłuższy okres, bo powiedzmy miesiąc, jedyną kwestią pozostaje wybór miejsca. Oficjalnie jestem zakochana w urokach Sardynii, ale dam sobie jeszcze troszkę czasu na zastanowienie. Może uda mi się pojechać w ramach projektu Aupair, jeśli nie to wybiorę którąś szkołę i jej ofertę. W każdym razie, już czuję zachwyt i lekkie podniecenie. Na pierwszy miesiąc wakacji prawdopodobnie wybiorę Anglię, chciałabym trochę popracować i nabrać wprawy w komunikacji po angielsku, w końcu.... za rok matura, a po maturze Birmingham, Sunderland czy któryś z innych uniwersytetów.
Ruszyłam trochę dupcię i zaczęłam ćwiczyć z Mel B i muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektów, nie mówię o chudnięciu, bo na to najlepszym moim sposobem, jest stres i problemy, to dzięki nim wyglądam szczuplej, haha. Wiem, że nie ma w tym nic zabawnego, ale czasami jest już tak źle, że zostaje tylko śmiech. Wracając, najbardziej polecam ćwiczenia na pupę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
