czwartek, 9 marca 2017

That I'm yours



Tak dawno nie pisałam, że wydaje mi się, że moje palce nie będą niedługo potrafiły ciskać w odpowiednie klawisze. Mój mózg nie wyda odpowiednich rozkazów i słowa, które tak lubiły ze mnie płynąć, zablokują się nagle przez moje nieangażowanie. Nie uważam, że to co piszę, ma jakieś szczególne znaczenie, czy większą wartość literacką czy psychologiczną, jednak gdzieś w tle czai się w mnie nadzieja, że kiedyś będę w stanie napisać książkę. Prawdziwą, dobrą książkę, jaką sama chciałabym przeczytać.
Czasami zastanawiam się, jak to jest... utarło się, że artyści mają chwiejną osobowość, a najłatwiej piszę im się w bólu  i żalu. Zastanawiam się nad tym, bo to chyba dotyczy też mnie, kiedy układa mi się w sprawach sercowych, ciężko mi pisać, pomysły nie przychodzą tak chętnie, a może to tylko brak czasu na to wpływa. Broń Boże, to nie znaczy, że teraz moje sprawy idą w złym kierunku, wręcz przeciwnie. To też przyczyna, dla której próbuje nauczyć się pisać w miłości. Większość moich tekstów była skupiona na cierpieniu, fizycznym czy też psychicznym. Pisanie nie stawiało mi granic, pozwalało na wyrzucenie z siebie wszystkich złych emocji, nie raz pewnie ratowało mi tyłek. Pozwoliło mi się otworzyć, na świat, na to, że moje emocje nie są złe czy niepotrzebne. Nawet żal, nienawiść i złość są częścią nas, nie możemy się ich wyprzeć, wtedy tylko je spotęgujemy. Jednak czasem tak trudno nam je zaakceptować. Trudno jest się pogodzić, wybaczyć.Komuś, światu, a przede wszystkim samemu sobie. Przyznam się szczerze, że z niektóre sprawy nadal sprawiają mi ból i czasem nadal ciężko jest oddychać, ale jest też moje największe szczęście, którego nigdy w życiu się nie spodziewałam, nawet nie chcę mówić, że było to zaskoczeniem, to było niemożliwością, a teraz jest i trwa. Mój chłopak. Po wszystkich moich ekscesach, zawirowaniach, popapranych lata życia, nie liczyłam na to, że spotkam prawdziwą miłość, ba. Przestałam w nią wierzyć, sądziłam, że zostanę sama i będę się bawić, jak bardzo się myliłam. W jednym momencie, chwili, ułamku sekundy pojawił się cud, mój prawdziwy cud. Pamiętam jak na początku wakacji, w chwili całkowitego załamania, kiedy płakałam i wyłam z rozpaczy, poprosiłam Boga o jakiś cud, o zmianę, o kogoś kto pomoże mi się podnieść. Po jakimś czasie poznałam swojego  obecnego chłopaka,  a po paru miesiącach zrozumiałam, że moja prośba została wysłuchana i spełniona. Nie wiem czy można tak mówić o ludziach, ale zawdzięczam mu bardzo wiele rzeczy i wiem, że gdyby nie on, jego miłość, różnie mogłoby ze mną być. Przyznaję się otwarcie, nie umiałam sobie radzić sama ze sobą.  Powoli to zmieniam, nie będę oszukiwać, nie jest to takie proste, są lepsze i gorsze dni, ale staram się żyć i myśleć inaczej, jeszcze nie umiem tak pozytywnie jak kiedyś, ale chociaż mam motywację do nauki. Dziwne jak szybko wszystko się zmienia, dni lecą nam przez palce,  nie mam pojęcia, gdzie podziały się ostatnie dwa lata mojego życia. Bałam się zmian, ale one przyszły same, nikt nie pytał mnie o zgodę, wniosły lepsze, te zmiany stworzyły nowszą, lepszą mnie.

piątek, 12 sierpnia 2016

Note from Rimini 2016

Nie pamiętam, jak dawno nie pisałam na tym blogu. Zauważyłam, że piszę posty tylko wtedy, kiedy w moim życiu jest naprawdę źle lub szaleńczo dobrze, kiedy chcę się z wami podzielić tym co czuję. Żałuję, że zaniedbałam tak wiele rzeczy w swoim życiu i dalej to robię, dlatego powinnam się zmienić, znowu. Przestać poświęcać się rzeczom, które nic pozytywnego do mojego życia nie wnoszą. Mam za duże wymagania i za wielkie ambicje na marnowanie czasu, czy to źle czy dobrze, sama nie wiem. Wiem tylko tyle, że są rzeczy ważne i ważniejsze i mimo wielu problemów, jakie w ostatnim czasie u mnie zaistniały nie powinnam i nie mogę marnować swoich szans. Pewnie nudzą was moje monologi, ale wybaczcie, to miejsce daje mi możliwość na upust wszelkim emocjom, słowom i gestom.

Piszę ten post, ze słonecznego i wspaniałego jak zawsze Rimini, sierpniowe wypady do Włoch chyba zostaną moją tradycją, którą będę kontynuować, póki tu nie zamieszkam chociaż na rok. Gdyby nie sytuacja Wielkiej Brytanii z brexitem, to mógłby być już kolejny rok, zaraz po maturze. Niestety bądź stety korzystam z możliwie ostatnich szans, jakie czekają mój rocznik na studia w Anglii i Włochy będą musiały jeszcze troszkę poczekać.  Znowu jestem w mojej ulubionej szkole, ach... ile radości sprawiają mi tutaj najmniejsze 'pierdoły'.. ludzie mogą nie rozumieć, czemu tutaj poranek jest lepszy, czemu o godzinie 7 rano budzę się z uśmiechem, zamiast z miną zbitego psa, dlaczego kawałek pizzy smakuje tu milion razy lepiej, a napis 'fumare uccide'  nie straszy, a nawet brzmi pięknie. Chyba odnalazłam swój raj, bo to miejsce, zaraz po Australii daje mi najwięcej szczęścia. Mimo całego bagna, w które wprowadziło mnie życie, tutaj jestem szczęśliwa, spełniona, jestem sobą. Tutaj nie ma Oli, która gra, tutaj jest Olga, która jest silna, ale spokojna, waleczna, ale cierpliwa.  Taka Olga, do której niektórzy naprawdę lubią wracać, Olga, która potrafi zabić swoim wdziękiem nie robiąc niczego szczególnego! Słowa 'dziękuję' wypowiedziane do Boga i moich rodziców, mogą tu nie wystarczyć, to trzeba poczuć, trzeba poczuć moje emocje. Wieczorny spacer po plaży, ciepła woda obmywająca moje stopy, spokój jaki mnie wypełnia, Boże, nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna. Czuję, że cały ból jaki mnie spotkał zostanie wynagrodzony, zostanę jeszcze tym kim chciałbym być, będę pisać książki w paru językach spotykać niesamowitych ludzi, mieć domki i mieszkania na każdym kontynencie, będę podróżować, kochać i pisać z myślą jak jestem wam wdzięczna.


Oddaje się tu każdej przyjemności, jeżdżę na rowerze, spaceruję, oglądam najpiękniejsze zachody słońca.



czwartek, 24 marca 2016

Przyszła wiosna, pora ćwiczyć

Czas tak szybko mija, że nie za bardzo dociera do mnie, że już koniec marca, WIOSNA, święta, ptaszki śpiewają, kwiatuszki wyrastają, a ludzie? ludzie się niby zakochują. Ja w tym roku odpuszczam, szczególnie, że niedługo rocznica wybicia szczytu mojej głupoty, haha.
Mam swoje wielkie love story z Włochami i kolejnymi planami wyjazdu podczas wakacji. Tym razem mam chrapkę na dłuższy okres, bo powiedzmy miesiąc, jedyną kwestią pozostaje wybór miejsca. Oficjalnie jestem zakochana w urokach Sardynii, ale dam sobie jeszcze troszkę czasu na zastanowienie. Może uda mi się pojechać w ramach projektu Aupair, jeśli nie to wybiorę którąś szkołę i jej ofertę. W każdym razie, już czuję zachwyt i lekkie podniecenie. Na pierwszy miesiąc wakacji prawdopodobnie wybiorę Anglię, chciałabym trochę popracować i nabrać wprawy w komunikacji po angielsku, w końcu.... za rok matura, a po maturze Birmingham, Sunderland czy któryś z innych uniwersytetów.
 Ruszyłam trochę dupcię i zaczęłam ćwiczyć z Mel B i muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektów, nie mówię o chudnięciu, bo na to najlepszym moim sposobem, jest stres i problemy, to dzięki nim wyglądam szczuplej, haha. Wiem, że nie ma w tym nic zabawnego, ale czasami jest już tak źle, że zostaje tylko śmiech. Wracając, najbardziej polecam ćwiczenia na pupę.










piątek, 19 lutego 2016

Co się pozmieniało, a co zostało na miejscu

Witajcie, w końcu znalazłam czas i przede wszystkim CHĘĆ, żeby napisać coś nowego na bloga. Żal mi, że tak podupadł, ale niestety miałam w ostatnim czasie trochę więcej kłopotów i większość rzeczy była przeciwko mnie, niż dawała mi chęci do działania.

 Jednak nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o moje marzenia, a tak naprawdę plany. Ciągle szukam dobrych ofert angielskich uczelni, co jakiś czas uczestniczę w webinarach z Krzyśkiem Studia w Anglii, a największym problemem jest dla mnie wybór kierunku! Jest ich tyle i każdy ma w sobie coś interesującego, że gdybym mogła studiowałabym co najmniej na trzech, hah.  Nadal uczę się włoskiego i coraz bardziej tęsknie za wspaniałymi, włoskimi klimatami. L'Italia è la mia casa, più bella!.   Cel ostateczny? ----> AUSTRALIA.  Jestem pewna swoich marzeń i wiem, że moją pracą, a przede wszystkim wiarą doprowadzę siebie i swoich bliskich do tego raju. 


 Dzięki zawieszeniu niektórych znajomości, znalazłam więcej czasu na naukę i skupienie się na sobie. "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" - najprawdziwsze stwierdzenie i pewnie sami się już o tym przekonaliście. 
 Z jednej strony to przykre, że straciłam tyle osób, z drugiej... widocznie na mnie nie zasługiwały, plus dzięki zakończeniu tych chorych relacji, sama czuję się lepiej, nie denerwuję się już tyle, nie przejmuje się ich zdaniem, zaczęłam doceniać spokój, ciszę i samotność.  
 Nadal jestem zwariowana, szalona i pełna energii, choć czasami przez problemy, ta dobra i uwielbiana Ola chowa się pod płaszczykiem przygnębienia, wierzę, że to tylko chwilowe.Wszystko wraca na dobrą drogę. 
 Zaczęłam się trochę lepiej odżywiać, choć w sumie od dłuższego czasu to robię. Teraz pijemy dużo ziółek, dbamy o włoski (nadal z olejem kokosowym;;; byłam też jakiś czas temu u fryzjera i zwiększyłam długość mojego ombre, z czego jestem bardzo zadowolona, doszłam do wniosku, że kiedy moje włosy osiągną wymarzoną długość robimy złoty blond, moje drogie). Wzięłam się za porządne ćwiczenia, bo dupa do wakacji sama się nie zrobi, haha. Ogólnie wydaje mi się, że troszkę się zmieniłam, zrobiłam się spokojniejsza. No i cóż, bardziej kocham samą siebie, ostatnio nie mam sobie nic do zarzucenia. A to najważniejsze. 
 Tyle u mnie, teraz troszkę was zachęcę do zastąpienia przeróżnych napoi, ziołami. 



Pokrzywa 

Zawiera: makro- i mikroelementy: magnez, fosfor, wapń, siarkę, żelazo, potas, jod, krzem i sód;
witaminy: A, K, B2, C;
związki aminowe, garbnikowe, kwas pantotenowy, kwasy organiczne (m.in. mrówkowy, glikolowy, glicerolowy), olejki eteryczne, sole mineralne, chlorofil, serotoninę, histaminę, acetylocholinę, karotenoidy, fitosterole, flawonoidy.
Działanie: 
Moczopędne – pokrzywa, podobnie jaki inne zioła moczopędne, zwiększa pozbywanie się mocznika z organizmu, zaleca się pić herbaty ziołowe z pokrzywy osobom cierpiącym na kamicę nerkową. Herbata z pokrzywy poprzez działanie moczopędne pomaga po porodzie wrócić do zgrabnej sylwetki.
Wzmacnia włosy i paznokcie – herbata z pokrzywy zawiera dużo witamin (K, E, C i B1), fosfor, mangan, krzem i wapń.
Herbaty ziołowe zwiększają odporność organizmu, szczególnie w okresie zimowym i wiosennym.
Herbaty ziołowe zalecane są osobom cierpiącym na zaburzenia krążenia i mającym problemy ze skórą.
Zioła pokrzywy ułatwiają przemianę materii i wzmagają apetyt.
Herbata oczyszcza układ trawienny, wpływa pozytywnie na trzustkę, wątrobę i żołądek – pomocna jest przy biegunkach, nieżytach żołądka i jelit.
Przeciwdziała osłabieniom i anemii – wpływa na rozwój czerwonych krwinek.
Obniża poziom cukru we krwi.
Leczy choroby skóry głowy.
Ma właściwości odkażające – np. jamę ustną. Herbata z pokrzywy pomaga zlikwidować stres.
Można ją kupić pewnie w każdej drogerii i aptece, ja za swoje opakowanie w Rossmanie zapłaciłam  ok.5 zł jest w niej 20 saszetek więc wystarcza mi na ok. 10 dni.

Melisa
Kubek herbaty z melisy jest sposobem na skołatane nerwy, bezsenność, a także wspomaga leczenie nerwicy. Melisa działa tonizująco na układ nerwowy, dlatego jest zalecana w bólach głowy oraz zespole przewlekłego zmęczenia. Ma działanie rozkurczające, które jest wykorzystywane w przypadku bólów menstruacyjnych. 
Ma działanie przeciwwirusowe. 
Cena w Rossmanie ok. 4zł 












Teraz przypomniało mi się, że już dawno miałam wam napisać o moich wspaniałych witaminach, które pomogły mi pozbyć się trądziku. Przed zaczęciem stosowania ich, miałam ogromny problem z trądzikiem, szczególnie w trakcie okresu. Teraz moja cera jest o 100% lepsza!
 Witamina PP
Rola w organizmie: 
utlenianie i redukcja,
regulacja poziomu cukru we krwi,
regulacja poziomu cholesterolu,
regulacja przepływu krwi w naczyniach,
synteza żeńskich hormonów płciowych,
utrzymanie odpowiedniego stanu skóry

Dzisiaj to wszystko, niedługo wstawię coś nowego. Miłego dnia !:) 






piątek, 1 stycznia 2016

2016




Szczęśliwego Nowego Roku kochani!
Nie chce życzyć wam, żeby ten nowy 2016 rok był lepszy, on po prostu musi taki być! Innej opcji sobie nie wyobrażam i jakoś dziwnie cieszę się, że z wczorajszą nocą zakończyłam 2015. Jedyna przerażająca rzecz, że to już rok w którym jestem p e ł n o l e t n i a... co szczerze średnio mi się podoba. Chciałabym zawsze mieć 16/17 lat...
 Macie jakieś noworoczne postanowienia? Mniej jeść, więcej ćwiczyć, rzucić palenie?- oklepane tekściki, których zazwyczaj nie dokonujemy, ale oczywiście warto próbować. Ja... nie chce stawiać sobie  zbyt dużych celów, czy obiecywać, że zrobię to i siamto... wiem, że jeśli nie będę chciała to nawet jakieś przyrzeczenia nie przyniosą nic pożytecznego.
Z dniem wczorajszym skończyło się coś jeszcze. Magicznie zleciały mi różowe okulary z czubka nosa i przejrzałam na oczy. Teraz myślę o nim z obrzydzeniem... tak jak myśli się o ludziach, którzy nie doceniają naszego istnienia. W końcu mi przeszło. Wiadomo jeszcze chwilkę zajmie otrzęsienie się, pozamykanie starych spraw i zaspokojenie tęsknoty, ale teraz najcięższy krok mam już za sobą.



środa, 25 listopada 2015

Pan.




Goodbye my almost lover
Goodbye my hopeless dream

Pełnia księżyca zapewne kojarzy wam się z opowieściami o demonicznych istotach czy problemami z uśnięciem. Kiedyś miałam dokładnie takie same skojarzenia, ale oczywiście czas  mija i wszystko się zmienia.
  Dzisiaj, 25 listopada 2015r. mamy kolejną pełnię, co prawda nie widzę jej tak dokładnie jak tej zeszłego miesiąca, ale wiem, że jest  i razi mnie nie tylko swoim blaskiem, ale i wspomnieniami, jakie wywołuje.  O datach człowiek potrafi zapomnieć. Jeśli jest zajęty, nie patrzy w kalendarz, nie liczy i nie kalkuluje, ale cóż obiektu, który widzi wymazać nie może, dlatego w momencie gdy zauważę, że kolejny raz witamy się z okrągłym 'kolegą', przypominam sobie wszystko, o czym wolałabym zapomnieć. W jednym momencie widzę swoją uśmiechniętą twarz i przypominam sobie o tym, że parę miesięcy temu byłam szczęśliwa, w miejscu, którego już nie odwiedzam, z ludźmi, którym już nie ufam, z człowiekiem, który męczy moją duszę. Chwilę potem uświadamiam sobie, że ten księżyc krzyczy do mnie: "nie dam Ci o tym wszystkim zapomnieć, płacisz za swoją naiwność".
Może i ma rację, za naiwne zaufanie do ludzi, których nawet nie powinno być w moim życiu, często płacę duże stawki.  Od siedmiu miesięcy księżyc stał się dla mnie jeszcze bardziej melancholijny, a patrzenie na niego sprawia mi ból, nie przyjemność.  Gdyby dało się cofnąć czas, wymazać wspomnienia, zmienić scenariusz, tej taniej komedii... czy wszystko byłoby inne? Da się kochać w nienawiści? Bo jeśli nie, to chyba tylko moja głupota za to odpowiada.  Gdybym mogła cofnąć ten cholerny czas, niektórzy ludzie nie poznaliby nawet mojego imienia. Nie wiedzieliby, jak bardzo mi na nich zależy, bo nigdy by nie zależało. Nie znaliby mojego uśmiechu, nie mogliby powiedzieć, że jestem wtedy taka piękna. Nie wiedzieliby, że nie słodzę herbaty, zawsze mam zimne ręce i boję się ciemności. A ja, ja nie wiedziałabym, jak bardzo można zawieść się na osobie, którą znało się tyle lat, która jak nikt inny uspokajała kołatanie mojego serca i sprawiała, że czułam się bezpiecznie.
 Nie potrafię odejść, trzasnąć drzwiami i nigdy nie wrócić, choć tyle razy miałam okazję i tak dawno temu już zrobiłam pierwszy krok, jednak dałam się przekonać, za łatwo wybaczałam, naiwna. 
Niektórych powinno się zmieść z powierzchni Ziemi. Niektórych nie chciałabym znać.
Tyle razy próbowałam zakończyć moje chore relacje, tyle razy obiecywałam sobie, że w żadną kolejną się nie wpakuję, a jednak. Nie umiem sobie wybaczyć, byłoby wtedy prościej, przecież to nie moja wina, nie każdy musi mnie kochać. Nie umiem bądź nie chcę żyć tak jak trzeba, z uniesioną głową. Cały czas tęskniąc, powoli sama nie wiem za czym, ciągle goniąc, nie wiadomo za kim i kochając... nie wiadomo kogo. Wybaczając, za każdym razem daje tej osobie broń z nowymi nabojami, bo nie zdołał zabić mnie za pierwszym strzałem. Daję wepchnąć kolejny nóż w moje plecy, a potem powoli go wyciągać, sprawiając sobie jeszcze większy ból.
 Nigdy nawet nie podchodź do mnie, jeśli kiedykolwiek pomyślałbyś, żeby mnie opuścić. 





niedziela, 2 sierpnia 2015

„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”



Wielkie odliczanie czas zacząć... Za 6 dni będę zaczynała swoją "podróż życia'', ale to jeszcze przede mną. Obecnie bawię się w najlepsze i staram się jak najwięcej czasu spędzić z ważnymi dla mnie osobami.
 W międzyczasie uczę się włoskiego i czytam książki, ostatnio bardzo 'wkręciłam się' w czytanie, taka moja mała magia.

 Dzisiaj chciałam polecić dwie książeczki:
"Cień wiatru"  - szukając czegoś ciekawego, natrafiłam na oto tę książkę, która wywarła na mnie wielkie wrażenie, nie była moją pierwszą, ale poczułam jakbym dopiero nauczyła się czytać i każdą stronę przyjmowałam z przejęciem.


"Nigdy nikomu nie ufaj, Danielu, a tym bardziej ludziom, których
podziwiasz. Bo nie kto inny, a właśnie oni zadadzą ci najboleśniejsze rany."


"[...]właśnie z powodu tego wiecznego zaślepienia, które zmusza nas do uganiania
się za kimś, kto sprawia nam ból."


„Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwką albo sprzedawcą losów na loterie; to jego najczęstsze wcielenia. Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć.” 


„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”


„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”



„[...] niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca.”


„Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.”



"Słowa, którymi z małostkowości czy z ignorancji zatruwa się serce własnego dziecka, zostają na zawsze w pamięci i prędzej czy później spopielają mu duszę."


„Chciałem wzbudzić w sobie nienawiść (...), ale nie potrafiłem. Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.”







Kolejna -"Kusiciel" autorstwa A.J.Gabryela. Przypadkiem wpadłam na nią  u koleżanki i pochłonęłam ją jednej nocy. Wiecie, że zazwyczaj wolałam książki psychologiczne, ale teraz wszystko jest w stanie mnie zainteresować. ----> "Kusiciel
Dodatkowo do tej książki, jeśli lubicie czytać i słuchać muzyki, polecam tą piosenkę, dla mnie wkomponowała się idealnie.


"- Jak mógłbym zapomnieć?
- Mężczyźni często zapominają to, czego nie chcą pamiętać.
- Dlaczego miałbym chcieć o tobie zapomnieć? Poza tym pewnych rzeczy nie da wymazać się z pamięci, choćby człowiek chciał."





" Dziwne jest to rozstanie. Nastało, jakby było oczywistością, nikt nie powiedział: "koniec, już nie chcę, mam dość". Były gniewne słowa, ale żadne z nich nie miało w sobie ostateczności."


" Walczyłem o nią, przekonywałem do siebie. Nie sądzę, bym znów zapragnął o kogoś walczyć."


"Trudno mi nazwać i uporządkować to, co jest między nami. Zresztą po co to robić, to przecież nic nie da,niczego nie rozjaśni. Gram więc w jej grę, pokazując, że ja też potrafię zapomnieć, pogubić wspomnienia, zamieść je pod dywan."


"[...] że od teraz tylko ja będę tęsknił."


"Jest we mnie zazdrość, jakiej w życiu nie zaznałem, podnosi mi ciśnienie, czuję bezsilność, ale nie wściekłość, bo chcę życzyć im dobrze. Chcę, ale nie potrafię."


"Twój uśmiech jest tak szczęśliwy, że pęka mi serce. Ile jeszcze razy mi je złamiesz?"


"Nie zabiłem go, bo chcę, żebyś była szczęśliwa. Nie zabiłem, bo wiem, że ze mną szczęśliwa być nie potrafisz. Wybacz, że nie umiem z Ciebie zrezygnować."